Nie jestem zwolennikiem ani przeciwnikiem Trumpa, ale czy to źle? W sensie, że prezydent korzysta z tego z czego może korzystać? Jeśli coś odziedziczył i jest to w użyciu to można powiedzieć, że jest jakaś ciągłość. Chyba lepiej tak niż miałby robić jakąś potężną rewolucję?



