Pracę dzięki Linkedin można znaleźć, ale trwa to bardzo długo. Dla wielu osób stał się on słupem ogłoszeniowym i miejscem do wrzucania niezbyt lotnych myśli, które przelatują przez głowę podczas posiadówki w biurowym kiblu. Naprawdę w dupie mam, że ktoś skończył jakieś szkolenie, bycia zajebistym w tej czy innej dziedzinie, dopóki nie szukam do pravy osoby o takich kwalifikacjach. Druga część treści z Linkedina to opisy zwyczajnych, życiowych sytuacji, ale ubrane w korpo-kontekst. Tzn zwykle w takich postach autor(ka) próbuje przekonać obserwujących, że płaczące z powodu niezmienionej pieluchy dziecko stanowi znakomity impuls do tego, by wyjść ze strefy komfortu
Linkedin powinno się zlikwidować, zaraz po tiktoku.



