A dziś mam taki ciężki dzień, bo bierze mnie przeziębienie i jak nigdy obudziłem się o siódmej, to myślę zerknę co tam w Australii?
Było 2:0 dla Carlosa i 1-1 w trzecim secie, to wyłączyłem telewizor z myślą że zaraz będzie koniec. Ale też chochlik podpowiedział, a może warto postawić na Saszkę, bo kurs w tym momencie musiał być ładny... I poszedłem spać.
Budzę się po dziesiątej i co widzę, Zverev prowadzi z przewagą jednego podania w piątym secie.
I gdyby tak wyjąć cash-outa przy 5-3, to można było wygrać ładną sumkę, bo wiadome jest że Niemiec musi spuchnąć w piątym secie!
Drugi półfinał chyba też nie był gorszy, choć przysypiałem podczas jego oglądania. Zawsze nieparzyste sety wygrywał Jannik, ale Novak mu się odgryzał. I też wybudziłem się na piąty set, tuż przed przełamaniem Sinnera, które udało się Novakowi za pierwszym razem, chociaż Włoch takich szans miał w tym secie z osiem i żadnej nie wykorzystał.
Chociaż gdy Djoković nie wykorzystał dwóch pierwszych piłek meczowych, myślałem że też będzie musiał tyle takich piłek wywalczyć, żeby skończyc.
Nie tym razem kolego, chociaż podobno Nole powiedział zaraz po meczu Jannikowi: "Dziękuję że pozwoliłeś mi jeszcze raz wygrać". Trochę znamienne słowa...
To co, Carlos zdecydowanym faworytem finału, ale wciąż (jak za dawnych lat) na drodze Hiszpana do wielkich sukcesów, stanie Serb.
Nie tym razem.
Nie no wyraźnie padł w końcówce fizycznie, olbrzym z Niemiec nie był w stanie nawet porządnie zaserwować, zaś Carlos biegał jak nastolatek.



