Financial Times, 28.05.2006
Żadne wydarzenie nie pociąga za sobą tak dużo nonsensu jak Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Oto kilka z najgłupszych rzeczy jakie na pewno usłyszysz na ten temat w ciągu nadchodzących kilku tygodni:
„Chuligani mogą popsuć mistrzostwa”.
Groźba chuligaństwa jest mocno wyolbrzymiana. Jeśli przed meczem w Niemczech jakieś gnojki walną paru ludzi i porozbijają kilka wystaw sklepowych, to nie ma w tym nic strasznego, bo takie rzeczy są na porządku dziennym w każde sobotnie popołudnie w wielu brytyjskich miastach. Różnica polega tylko na tym, że gnojki na Mistrzostwach działają pod obstrzałem prawdopodobnie możliwie największego „zestawu” kamerzystów, jaka tylko może się zebrać.
Zagrożeniem tego lata nie będzie chuligaństwo, ale terroryzm. Terroryzm jest bowiem formą public relations. Te Mistrzostwa będą największym wydarzeniem medialnym w historii. Samobójczy atak bombowy w Bagdadzie może mieć problemy z załapaniem się do serwisu informacyjnego, podczas gdy wiadomością dnia będzie kilka osób więcej na dworcu we Frankfurcie w drodze na mecz.
„Mistrzostwa Świata to impreza tylko dla facetów. Czyni z kobiet futbolowe wdowy”.
To już coraz mniej popularna „prawda”. W krajach, które dopiero niedawno wpadły w sidła futbolu, takich jak Japonia, Stany Zjednoczone czy nawet Francja, kobiety są taki samymi miłośniczkami tego sportu, jak mężczyźni.
„Zawodnicy pochodzący ze slumsów mają więcej determinacji. Piłka nożna jest dla nich ucieczką od biedy. Dzieci z bogatszych części świata nigdy nie są wystarczająco głodne”.
Jeśli kluczem do zwycięstwa byłaby bieda, to puchar zdobywałyby nieustannie drużyny z Afryki. W zamian za to trofeum trafia w ręce bogatych narodów, takich jak: Niemcy, Włochy, Francja, Anglia czy Urugwaj, kiedy jeszcze zaliczał się do tych bogatych.
W swoim raporcie na temat turnieju Goldman Sachs zauważa, że „bogatsze narody są zazwyczaj lepszymi graczami” . Okazuje się, że do zdobycia pucharu potrzebne jest właściwe odżywianie i dobrze pomyślane rozstawienie (no chyba, że pochodzi się z Brazylii). Prawdą jest, że w bogatszych krajach najlepsi zawodnicy rekrutują się przeważnie z klasy robotniczej lub biednych środowisk imigranckich. Lecz nawet te klasy są zazwyczaj bogatsze, niż średnia światowa.
„Rzuty karne to loteria i najgorszy sposób na rozstrzygniecie meczu”.
Można równie dobrze powiedzieć, że trafienia w golfie to też loteria. Rzuty karne są testem umiejętności pokonania zmęczonego i obserwowanego przez miliony widzów bramkarza. Oczywiście, podobnie jak we wszystkim i tu pewną rolę odgrywa element szczęścia.
Niemniej jednak, jak udowodniono przez lata, niektórzy piłkarze i niektóre kraje przewyższają pozostałych. Kiepskie wyniki Anglików w tej materii, też mają swoje przyczyny. Po pierwsze - rzadko kiedy czekają na ruch bramkarza, zanim wybiorą róg, w który będą strzelać. Po drugie - podchodzą do swoich rzutów ze świadomością, że ich rodacy przez lata przegrywali właśnie w karnych. Kiedy drużyna gra w Mistrzostwach duchy byłych zawodników siedzą im na ramionach i szepczą do ucha.
„W futbolu pojawił się nowy rodzaj handlu niewolnikami: piłkarze z Afryki są wysyłani do Europy gdzie potem są wyzyskiwani”.
W historycznym handlu niewolnikami życie straciły miliony Afrykańczyków. Ciężko to porównywać z przypadkiem afrykańskiego nastolatka, który przylatuje do Belgii mamiony obietnicą podpisania profesjonalnego kontraktu, a który kończy żyjąc w biedzie jako nielegalny imigrant. Paradoksalnie, może mu się wieść lepiej niż gdyby pozostał w swojej rodzinnej wiosce. Agenci wykorzystujący afrykańskich graczy np.: przez zabieranie trzech czwartych z ich dochodów, powinni ponieść karę. Natomiast porównywanie tej sytuacji do niewolnictwa powinno być zakazane.
„Afrykańscy piłkarze są urodzonymi atletami”.
Podobnie jak gracze z Anglii, Serbii czy Japonii.
„Mundial będzie ekonomiczną żyłą złota”.
Prawdę mówiąc, większość wydanych pieniędzy jest albo marnotrawiona albo wypiera inne wydatki. Rodzina, która kupuje plazmowy telewizor by oglądać turniej prawdopodobnie i tak by go kupiła tyle że rok później. Widzowie, którzy kupują pizzę i piwo dla wzmocnienia swoich okrzyków dopingujących nie wydają w tym samym czasie pieniędzy na kino czy kupony loterii. Natomiast wybudowany gdzieś w prowincjonalnym miasteczku pełnowymiarowy stadion, wraz z drogą dojazdową, na którym mają się odbyć tylko 4 mecze Mistrzostw, przyniesie w długim okresie niewielki zwrot zainwestowanych środków.
Mistrzostwa Świata mogą tez przynieść szkody dla gospodarki. Brazylia nieoficjalnie pracuje w czasie Mistrzostw na tzw. „pół gwizdka”, a w Anglii ludzie przychodzą do pracy na kacu.
Akademiccy ekonomiści Alex Edmans, Diego Garcia i Oyvind Norli zamierzają opublikować poważną naukową rozprawę pt.: „Nastroje sportowe a giełdowa stopa zwrotu”. Dowodzą w niej, że krajowa giełda odnotowuje spadki kiedy drużyna narodowa przegrywa ważny mecz, ponieważ inwestorzy czują się przygnębieni. Autorzy przeanalizowali 1162 mecze rozegrane przez 39 krajów w latach 1973 – 2004. Odkryli, że np. przegrana w rzutach karnych podczas Mistrzostw Świata „prowadzi na drugi dzień do pojawienia się nietypowych spadków kursów, sięgających nawet 49 punktów bazowych”. Efekt ten jest silniej zauważalny na mniejszych giełdach, na których transakcje dokonywane są głownie przez krajowych inwestorów. Dla kontrastu zwycięstwo drużyny nie ma znaczącego wpływu na kursy akcji.
„To nie prawda, że wszystkim co liczy się na Mistrzostwach Świata jest zwycięstwo. Zwycięstwo to „jedyna” rzecz która ma znaczenie”.
Kibice pamiętają piękną grę Węgrów, którzy przegrali w finale w 1954, Holendrów, którzy odpadli w 1974, czy chociażby Brazylijczyków z 1982. Ich tragiczny koniec jest częścią ich legendy. Kapitan Holendrów z 1974 roku -Johan Cruyff, twierdzi nawet, że to Holandia naprawdę wygrała tamte Mistrzostwa, ponieważ świat pamięta lepiej ich niż rzeczywistych zwycięzców, Niemców. To może być jednak zbyt daleko posunięte stwierdzenie.
Autor: Simon Kuper.
Zapraszam do przeczytania



