lubiani nielubiani

Awatar użytkownika
dzieciol
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1842
Rejestracja: 29 sie 2005, 10:12
Reputacja: 0
Lokalizacja: Via di Trigoria

Post autor: dzieciol » 06 cze 2006, 18:31

Ebi... ty naprawde nie masz pojeci o czym piszesz:) Moglbym zrobic Ci wyklad na temat wloskiej Pilki..i kibicow.. ale przeczytaj tylko to..

"Podczas meczu Milan–Barcelona polscy komentatorzy emocjonowali się, że na San Siro zasiadło prawie 80 tys. widzów. To była Liga Mistrzów, hit kolejki. Parę dni wcześniej na mecz Avellino–Napoli przyszły 72 tys. ludzi. To była Serie C. Najważniejszym dniem dla tifoso (kibica) jest, oczywiście, niedziela. Ci, którzy nie jadą na stadion i nie mają dekodera, nie ruszają się z domu bez radyjka przy uchu. W Rzymie wyposażeni są w nie nawet sprzedawcy dewocjonaliów pod bazylikami, okrzyki komentatorów mieszają się ze śpiewami liturgicznymi. Pasolini nazwał calcio ostatnim sacrum naszych czasów...
Socjolodzy twierdzą, że jest to gra dla społeczeństw zbudowanych na zasadach patriarchatu. Popularna w latach 60. piosenkarka Rita Pavone skarżyła się w hicie tamtych czasów, że w niedziele on zostawia ją samą i idzie na stadion. Dziś najpiękniejsze Włoszki fotografują się bez koszulek i spodenek, za to z futbolówką. Kiedy w 2000 r. mistrzostwo Włoch zdobyło Lazio, fanka biancocelestich (biało-niebiescy), blondwłosa aktorka Anna Falchi, zaprezentowała kibicom na Stadio Olimpico swoje wdzięki. Jej koleżanka, ciemnowłosa Sabrina Ferilli nie zamierzała być gorsza. Kiedy rok później Roma odpruła Lazio mistrzowskie naszywki, jedna z najsłynniejszych romanistek wykonała striptiz podczas fety na antycznym stadionie Circus Maximus.
Politycy i modelki, piosenkarze i aktorki, żony i narzeczone... Pokazać się na trybunie jest bardzo trendy. Zwłaszcza honorowej. W ostatnich latach nastała moda na kibiców elitarnych. Na San Siro obsługiwani są przez kelnerów w białych rękawiczkach. Za abonament płacą ponad 3 tys. euro. Opłaca się – można przez chwilę mignąć na ekranie telewizora. A transmisje z meczów biją rekordy oglądalności."


lub to

Roberto, hydraulik, lat 35, w opinającej brzuch koszulce z numerem 18 (Cassano), chętnie wspomina wyprawy przed laty pod dom Zibiego Bońka: po przegranym meczu szło się z kijami bejsbolowymi – piłkarze musieli odpowiedzieć za rozczarowanie kibiców. Roberto to twardziel. Ale na wspomnienie meczu Roma–Liverpool z 1984 r. łapie go ból brzucha. Wtedy Roma zagrała ostatni raz w finale Ligi Mistrzów. Rzuty karne, pech, surrealistyczna cisza na wypełnionym po brzegi stadionie. Po latach ta cisza wciąż dźwięczy w uszach.
– Miałem ubaw nie z tej ziemi – ekscytuje się Marcello, lat 39, do niedawna profesor uniwersytecki, od niedawna bezrobotny. Nienawidzi Romy i romanistów. – Na meczu: Roma, Roma, żółta jak słońce, czerwona jak moje serce (z hymnu klubu – przyp. aut.), jak widzą staruszkę w żółto-czerwonym szaliku, to ją przeprowadzą przez jezdnię, ale następnego dnia, jak dostanie emeryturę, zabiorą jej ostatni grosz, żeby mieć na bilet.
Roberto parę lat temu miał kryzys, oznajmił, że Curva Sud (trybuna romanistów) to złodzieje, że z prezesem Sensim giallorossi (żółto-czerwoni) nic nie wygrali, oddał abonament siostrzeńcowi. A ten do niego: Wujek, nie gól brody, to wygramy scudetto (mistrzostwo kraju). Zarósł jak rower w pokrzywach, ale warto było. 2001 r. – mistrzostwo Włoch. Spotkał Sensiego, padł przed nim na kolana. Płakał. Za 300 euro wymienił światła w furgonetce na żółte i czerwone. Policja czepia się, nie spełniają normy, nieważne. To był rok – świętowali przez parę miesięcy, w niektórych dzielnicach Rzymu nie można było zmrużyć oka. Płacili ludziom, żeby dowozili im skrzynki z piwem z Monteverde i innych dzielnic, bo w centrum obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu.
Przed derbami z 10 marca 2002 r. siostrzeniec-jasnowidz przepowiedział, że Roma strzeli 5 bramek. – Obiecałem chłopakowi 100 tys. lirów, jeśli się sprawdzi. Po czwartym golu modliłem się, żeby na tym się skończyło. Gdzie tam! Rozpruł się worek z bramkami (5:1), trzeba było wyzbyć się kasy. Do dziś śpiewają kibicom Lazio „Pamiętasz 10 marca?”.
Armando, lat 70, emeryt. Jego ulubione danie to szynka z melonem – ze względu na kolory. – Czerwony to krew – życie, energia, żółty – złoto, wieczność. Kiedy w barze, w którym przesiaduje codziennie, właściciel włącza telewizor na mecz Juventusu, Interu czy Milanu, wychodzi ostentacyjnie – nie będzie oglądał ligi austriackiej.
– Rzymianie mają kompleks drużyn z północy – uważa Zbigniew Boniek (kibic Romy). Nie są też zbyt wiernymi kibicami reprezentacji – wprawdzie podczas mundialu można było zobaczyć wywieszki na drzwiach sklepów i restauracji „Zamknięte z powodu meczu”, ale zdaniem Armando Włosi nie mają mocno rozwiniętego poczucia jedności narodowej: – Garibaldi za długo się ociągał ze zjednoczeniem. Zresztą jak tu kibicować azzurrim (niebiescy, kolor koszulek reprezentacji narodowej), skoro w drużynie aż roi się od znienawidzonych juventini.
Cale stadion Lazio..z wysunietymi rekoma?! pokaz mi jakas fotke...jak dla mnie to tylko Curva nord...i to garstka.., Livorno Roma?! chodzi Ci o ten mecz?! trzeba miec tez troche pojecia o sytuacji politycznej we Wloszech...bedziesz wiedzial dlaeczego to zrobili..i nie wszyscy..tylko grupa najbardziej skarjnie prawicowa.... naprawde...wierz mi..ze nie masz bladego pojecia o Calcio:)


tak wracajac...nie lubie Lazio i Juve...za wszystko..
Kocham Rome
Symptia Palermo... :)

Wróć do „Wracając Do Meritum”