Pierwsza połowa to piłkarskie szachy, choć Legia ładnie przycisnęła na początku.
A druga to prawdziwa uczta. Może nie piłkarska, bo było dużo błędów i kiksów, ale emocjami można by obdarować kilka ligowych spotkań. 2 połówka jak u Alfreda Hitchcocka: "najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie zwiększa się z każdą minutą". Tym trzęsieniem były dwie bramki Szałachowskiego. Powiem szczerze - takich wolnych po Szałachu sie nie spodziewałem. Druga bramka to w dużej części zasługa Szali, który ograniem Wilka i podaniem do Radovicia odkupił winy dzisiejszego spotkania (a tych było co niemiara, że wspomnę tylko brak wyblokowania dośrodkowania Pitrego). Potem bramki Lecha, co należy podkreślić po bardzo ładnych akcjach. I końcówka z przytomnym zagraniem Radovica.
Legia znów gra agresywnie, znów zaczynają wygladać jak druzyna, drużyna pełna determinacji.
Na trybunach bardzo zimno, co chyba trochę było widać po dopingu. Ładne kartoniady, ale spodziewałem się więcej po "fonii"
Dziś troszkę przyblakła gwiazda Henrego Quinterosa. Tak jak tydzień tymu Napoleoni tak dziś Henryk byli zupełnie przygaszeni. Właściwie Peruwiańczy popisał się jednym ciekawym zagraniem - wrzuceniem za plecy obrońców do Zakrzewskiego. Poza tym trudno było go wypatrzyć na boisku. Może to przez tą pogodę (choć szczerze to nie wiem do czego przywyczaił go ojczysty klimat)



