Celtic cały mecz przeważał , ale nie potrafił tego udokumentować. Bardzo przeciętnie zagrali napastnicy z Magiciem na czele.
W pierwszej połowie Maciek jedyne co robił to wracał się po piłkę , przyjęcie plecami do bramki i zgranie najczęściej do Telfera.
Ogólnie brakuje mu świeżości i szybkości. Ma problemy z minięciem bramkarza i jedyny plus to celne podania do nogi , którymi czasami obsługuje partnerów.
Na początku meczów kilka sytuacji Motherwell. Najwięcej chaosu robił McDonald , którymi odważnymi rajdami nękał obronę Celticu. Przy jednej takiej szarży jego strzał obronił Boruc , chwilę później też dobitkę.
Gdzieś tak w 30 minucie gola strzelił Riordan. Nakamura dostał podanie od Telfera , przełożył sobie na lewą nogę i strzelił po ziemi na bramkę. Smith , bramkarz drużyny gospodarzy , wybił piłkę w bok , ale tam stał już Derek Riordan , który strzelił gola.
Później Celtowie trochę się cofnęli i atakowali z kontry , ale jak już mówiłem napastnikom brakowało skuteczności.
Motherwell w końcu dopięło swego w 93 min. Telfer próbował podać do Boruca , ale zrobił to tak źle , że piłkę przejął jeden z zawodników gospodarzy , minął Artura i podał do Smitha , który strzelił na pustą bramkę.
Widać było zmęczenie piłkarzy Strachana. Nie da się grać co 3 dni i cały czas wygrywać. Niedługo będzie krótka przerwa w rozgrywkach w których piłkarze będą mogli odpocząć. Mam nadzieję , że wrócą do swojej normalnej , wysokiej formy



