W takim razie proste pytanie... Skoro sytuacja była powszechna, po co Wielgus kłamał, że nie był agentem?Ale o czym Ty mowisz? Kler byl najbardziej pozadana grupa przez sbekow, tam chcieli miec swoje wtyki. Przy takiej liczbie ksiezy na pewno trafia sie ludzie o roznych charakterach. Beda i tacy, ktorzy idealy odloza do szuflady, bo ksiadz to nie synonim swietego (zreszta nawet niektorzy swieci mieli rozne etapy zycia, niekoniecznie swiete). Poza tym byly tez rozne metody werbowania - subtelne i... hmmm, mniej subtelne Rolling Eyes To, ze ktos sie bal, nie znaczy, ze od razu nie stawia na pierwszym miejscu "dobro, uczciwość i prawdę". Dales przyklad Popieluszki - no ok, on sie nie ugial, ale teraz pomysl co by bylo, gdyby kazdy ksiadz byl takim Popieluszka? Nie zyjemy na Utopii, to swiat rzeczywisty. Poza tym ja sobie nie moge wyobrazic jaki panowal wtedy klimat, a jestem nieco starszy od Ciebie. Wiec proponuje nie rozliczac ludzi tylko przez pryzmat swojego widzimisie i pryzmat swoich przekonan, bo takie sprawy mialy wiele plaszczyzn i nie wydaje mi sie ze uproszczenie - dal sie zwerbowac tzn. ze jest zly, olal swoje idealy, zalezalo mu tylko na korzysciach plynacych ze wspolpracy - jest nieco nietrafione. Nie wszystko jest czarne albo biale.
Oczywiscie nie mowie tu o abp, tylko generalnie o ksiezach. Skoro Ty generalizujesz to i ja sobie pozwolilem.



