Oczywscie, ze patrzac na "zawod" ksiedza, to logiczne jest, ze powinien sie przyznac. Ale jak juz mowilem - po pierwsze - ludzie sa rozni, a po drugie - zwroc uwage co sie dzieje, kiedy ujawniaja wspolprace z sb - nikogo nie interesuje czy ktos tam poszedl za paczke slonecznika, czy zastosowano przymus fizyczny, psychiczny czy kto wie jaki jeszcze, czy sam sie do nich zglosil - fakt jest jeden - wspolpracowal, wiec jest zly. Zreszta sam pokazales w poprzednich postach ten model myslenia. Dlatego nie wszystkim sie zapewne spieszy do mowienia o tym, jezeli pozniej mieliby zostac wykleci - a czy slusznie czy nie to juz nikogo nie obchodzi.Goguś pisze:Masz racje że SB potrzebowała księży, i że nie trudno było się złamać, ale przynajmniej przez ostatnie 17 lat powinni być godni funkcji, oraz przyznać się sami z siebie jeżeli współpraca miała miejsce.
Daleki jestem od mowienia, ze kazdy ksiadz, ktory wspolpracowal zostal zmuszony, a kazdy, ktory sie nie przyznal, zrobil to tylko po to, zeby moc dalej pelnic funkcje ksiedza bez ciagnacej sie za nim opinii zdrajcy. Ale z drugiej strony wyciaganie pojedynczych przykladow i na ich postawie poddawanie w watpliwosc sensu istnienia calego duszpasterstwa tez jest dziwne.
Troche umiaru w kazda strone.



