A jak alkohol. Spodziewałeś się czegoś innego? Może kogoś zdziwię, ale fanem nie jestem. Owszem, lubię się napić w ramach jakiejś okazji i w dobrym towarzystwie, ale mógłbym żyć bez alkoholu. Nie stwarzam sobie sztucznych okazji jak Niggaz typu "O, dziś już drugi wtorek w miesiącu! Wypijmy za to!"...
B jak Bóg. Jego fanem też nie jestem. Nie zgodziłbym się z Jarzyną, że bycie ateistą jest teraz trendy (chociaż nie orientuję się za bardzo w mentalności dzisiejszej młodzieży). Wydaję mi się, że jest to kwestia indywidualna i że raczej nikt się tym nie chwali za bardzo w obawie przed otoczeniem. Ja w Boga nie wierzę i jestem ateistą zdeklarowanym. Kiedyś oczywiście było inaczej, ale opuściłem szczęśliwie ciemną stronę mocy. Wydaje mi się jednak, że osoby wierzące w pewnym sensie mają lepiej. Jest się do kogo zwrócić, jest na kogo zwalić winę. Jednak na zakład Pascala ochoty też nie mam. Bóg nie jest mi do niczego potrzebny i niech tak pozostanie.
C jak ch. Ch jak Chiny czyli kraj który w niedalekiej przyszłości chciałbym odwiedzić. Bynajmniej nie po to, aby bić pokłony przed pomnikiem Mao, ale dlatego, że bardzo ciekawi mnie tamtejsza kultura (zwłaszcza ta starodawna). Ale czy można się spodziewać czegoś innego po kolesiu wychowanym na filmach z Brucem Lee? Nie odpowiadaj...
D jak dziewczyna. Aktualnie nie posiadam, ale z własnego wyboru. Nie chcę na razie się wiązać z nikim na dłużej tylko po prostu teraz chcę się bawić, gdyż później nie będę miał na to czasu. Bazuje na przygodnych znajomościach i taki stan "na teraz" bardzo mi odpowiada. Nie jestem typem bezczelnego podrywacza, ale ostatnio nie narzekam
E jak emotikona. Najbardziej lubię tą -
F jak "Friends". Jak dla mnie serial wszechczasów. Widziałem każdy odcinek po kilka razy i zapewne następne kilka razy obejrze w przyszłości. Uwielbiam ten humor, bohaterów i wszystko co się z tym serialem wiąże.
G jak Grażyna - imię mojej matki. Nigdy jej tego nie mówię, ale to złota kobieta.
H jak humor. Tak samo jak u Jarzyny (no co, muszę się wzorować na zaginionym bracie). Uwielbiam żartować, wyszydzać i kpić z innych. Nie obrażam się też na żarty, szyderstwa i kpiny z mojej osoby, gdyż mam do siebie (oraz do otoczenia) spory dystans.
I jak inteligencja. Nieskromnie powiem, że posiadam w nadmiarze
J jak jeszcze dużo liter zostało. Lub J jak ja, ale siebie opisałem już mniej więcej w temacie "Pytania do..." więc nie ma sensu powielać.
K jak Korwin-Mikke. Janusz Korwin-Mikke. Mój polityczny guru. Przez przeciwników nazywany szyderczo "miszczem". Podziwiam go za dużą inteligencję, wiedzę, poczucie humoru oraz przede wszystkim za ogromną cierpliwość. Kto będąc na jego miejscu mógłby nie trafić do domu wariatów (wbrew temu, jak chcą go przedstawiać media)? Zgadzam się z nim prawie we wszystkim, poczynając od potrzeby prywatyzacji szkolnictwa i służby zdrowia po tezy dotyczące nosicieli wirusa HIV. Jego poglądy to jedno, a skuteczność to drugie. No bo jak inaczej tłumaczyć te porażki w wyborach parlamentarnych? Niemniej jednak uważam, że jak wyginie to pokolenie naznaczone czerwoną gwiazdą to ludzie w końcu przejrzą na oczy. O ile oczywiście będzie jeszcze co ratować...
L jak lekcje angielskiego. Jak byłem mały to rodzice zapisali mnie prywatnie na język angielski (w podstawówce przez 8 lat miałem tylko niemiecki). Pamiętam, że zajęcia miałem przez ok. 3 h w każdą sobotę rano więc tak cholernie mi się na nie nie chciało chodzić, ale jednak rodzice mnie wręcz zmuszali siłą. Ja oczywiście wolałem iść na dwór i grać w piłkę...Teraz jestem im za to wdzięczny, gdyż opanowałem ten język na tyle dobrze, że przez calutkie liceum nie musiałem na jeżyku angielskim nic robić, a na maturę przygotowywałem się 30 min a i tak ocena 6 wylądowała na świadectwie. Dzięki temu mogę też powoli planować swoją karierę (zmywak i te sprawy) za granicą bo do roboty raczej na pewno gdzieś wyjadę.
Ł jak Łukasz. Tak na mnie mówią. Domyślam się, że to przez moje imie, ale pewny jeszcze nie jestem.
M jak Marcin. Tak ma na imie mój brat, a zarazem najlepszy kumpel. Mam sporo znajomych, bliższych i dalszych, jednego czy dwóch przyjaciół, ale to właśnie z moim bratem mam chyba najlepszy kontakt. Moge z nim pogadać o dosłownie wszystkim, wyskoczyć na piwo itp. Myślę, że jeśli o to chodzi to jestem szczęściarzem, że taki mi się akurat trafił. On oczywiście jest jeszcze większym szczęściarzem.
N jak naród niemiecki. Można powiedzieć, że jestem germanofobem.
O jak "O kutwa, kolejna bezużyteczna litera".
P jak politologia, czyli kierunek który studiuję. Samo studiowanie bardzo mi się podoba, a i kierunek jest ciekawy. Nie wiążę jednak z nim moich przyszłych planów, gdyż wiem, jak ciężko jest na tym polu zaistnieć. Na razie chcę zdobyć papierek, a później się zastanawiać. Moim marzeniem jest praca w reklamie, ale co z tego wyjdzie to zobaczymy.
R jak rodzina. Nie będzie tutaj sloganów typu "rodzina jest dla mnie najważniejsza" itp., gdyż tak nie jest. Nie mam takiej rodziny jaką bym chciał mieć. Taką w której miałbym poczucie bezpieczeństwa, oparcia i innych takich pierdół. Być może jest to też głównym powodem dlaczego jestem raczej negatywnie nastawiony do instytucji małżeństwa i jeśli już miałbym się z kimś wiązać to raczej wybrałbym konkubinat. Nie mam dobrego wzorca, na którym mógłbym się oprzeć. Cóż - rodziny podobno się nie wybiera.
S jak spóźnialstwo. Moja chyba największa wada. Nigdy nie mogę się wybrać na czas, zdaża mi się wchodzić w środku wykładu i w ogóle kosmos. Moi znajomi już się przyzwyczili, że muszą na mnie czekać. Ale przecież warto
T jak The Cure. Mój ulubiony zespół muzyczny. Mógłbym go słuchać na okrągło (i tak robię).
U jak ukochana drużyna, czyli Valencia. Nie chciałem tworzyć sztucznie literki V w naszym alfabecie. Valencii kibicuję mniej więcej od 1999 roku, a więc teraz stuknie 8 lat. 8 wspaniałych lat. W międzyczasie zmieniali się trenerzy, odszedł mój ulubiony zawodnik, drużyna grała dwa razy w finale CL, zdobyła 2 razy mistrzostwo, Puchar Uefa i Superpuchar Europy. Trafiłem na najwspanialszą erę w dziejach i jestem z tego dumny. Wasze kluby nie mogą się tym pochwalić. Jednym z mioch marzeń jest w końcu pojechać na jakiś mecz na nowy stadion (bo na Mestalla pewnie się nie załapę
W jak wady. O jednej, największej już wspomniałem. Jest ona na tyle duża, że wymagała osobnej literki. Z innych wad, to może brak skromności (tak może sądzić ktoś z boku). Jak widać po moich postach i po tym alfabecie - nie należę do osób skromnych. Nie nadawałbym się na następce Małysza. Znam swoją wartość i nie widzę powodu, dlaczego miałbym ją deprecjonować. Polska to dziwny kraj. Jak ktoś powie lub napisze w necie, że jest w czymś dobry to od razu dostanie odpowiedź w stylu: "niech ten smarkacz nauczy się odrobiny pokory!". To jest fakt. Nasza mentalność nie przyjęłaby za bohatera narodowego (nie mówię o sobie) kogoś z bujnym ego. Na zachodzie jak nie uwierzysz w siebie to tym bardziej nie uwierzą w Ciebie inni. Nie wiem w sumie czemu o tym piszę, ale muszę jakoś zapełnić ten wolny obszar. Może po prostu zapełnię go "x" - przecież i tak chyba nikt tego nie przeczyta. No to: xxxxxxxxxxxxxxxxx. I jeszcze trochę: xxxxxxxxxx....
Z jak zakończenie. Dobry tekst powinien kończyć się równie dobrym zakończeniem lub jakimś morałem. Ten będzie się kończył stwierdzeniem "Ufffff....". Mam nadzieję, że uda mi się go wkleić przed fieldym...Alfabet byłby lepszy, gdybym miał choć odrobinę weny. Ale wiadomo - trwają ferie!
Ufffff....


