Ja skupię się tylko na meczach, które miałem okazję oglądać na żywo (wiadomo, emocje towarzyszące spotkaniu dopełniają jego niezapomnianego klimatu). Kolejność również przypadkowa.
1999, Camp Nou (Barcelona), Manchester Utd - Bayern Monachium, Finał Ligi Mistrzów
Strzelecka niemoc Czerwonych Diabłów przez 90 minut i przekleństwa pod ich adresem z mojej strony. Wcześniej szybko strzelona bramka Mario Baslera z rzutu wolnego. Trenerski nos sir Alexa i wprowadzenie na plac gry Sheringhama i Solskjaera, którzy w doliczonym czasie gry sprowadzili triumfujących już Bawarczyków na ziemię. Płaczący Kuffour bijący dłonią o murawę i tonący w euforii Anglicy. Ja także.
1997, Stadion Wojska Polskiego (Warszawa), Legia - Widzew, mecz decydujący o tytule Mistrza Polski
Największe rozczarowanie. Świetnie grająca "nowa" Legia po opuszczeniu zespołu przez trzon, który osiągnął ćwierćfinał LM walczy o tytuł. Mecz toczy się pod dyktando Legionistów. Bramki Kucharskiego i Czereszewskiego i spokojne prowadzenie 2:0. Tytuł Mistrza Polski w kieszeni. Od 88 minuty zaczął się koszmar, o którym lepiej nie wspominać. Porażka 2:3 i płacz w domu.
2005, Ataturk (Stambuł), Liverpool FC - AC Milan, Finał Ligi Mistrzów
Znana historia. Dwie twarze The Reds, grad bramek i Dudek Dance.
1994, Stanford Stadium (Kalifornia), Szwecja - Rumunia, ćwierćfinał Mistrzostw Świata
Spotkanie dwóch silnych zespołów. Bardzo skuteczni Szwedzi i czarny koń, czyli Rumunia, która po niemniej kapitalnym meczu odprawiła z kwitkiem Argentyńczyków (nie oglądałem na żywo więc to już nie to). Meczów Mistrzostw Świata 1994 mógłbym opisać tutaj wiele, bowiem ten właśnie mundial, zarazem mój pierwszy, zostawił we mnie najlepsze wspomnienia, jednak w tym przypadku mieliśmy pełne zaangażowanie przez 120 minut, wspaniałą dogrywkę (ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:2, po 90 minutach było 1:1) i w końcu jako uwieńczenie spektaklu festiwal jedenastek (5:4) z bohaterem Tomasem Ravellim, uznanym wówczas drugim najlepszym bramkarzem świata.
1994, Cotton Bowl (Dallas w stanie Texas), Holandia - Brazylia, ćwierćfinał MŚ
Ta sama impreza i kolejny emocjonujący mecz ćwierćfinałowy pomiędzy zawsze silnymi Holendrami i Brazylijczykami. Bramki Romario i Bebeto, czyli wspaniałego duetu z boisk USA (Bebeto po strzeleniu gola wykonał słynną "kołyskę"), a następnie odpowiedź Bergkampa i Wintera i wynik 2:2. Canarinhos uratował w 81 minucie Branco.
1998, La Beaujoire (Nantes), Hiszpania - Nigeria, faza grupowa MŚ'98
"Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze". To porzekadło towarzyszy reprezentacji Hiszpanii na wielkich piłkarskich imprezach. Nie inaczej było tym razem. Naszpikowany gwiazdami Primera Division skład Hiszpanów miał olbrzymi potencjał, jednak został on zweryfikowany już w pierwszym spotkaniu. Do przerwy 1:1, tuż po zmianie stron na listę strzelców wpisał się Raul i wydawało się, że Hiszpanie poradzą sobie z niżej notowanym rywalem. Koszmarny błąd żegnającego się z futbolem Zubizarrety po dośrodkowaniu Garby Lawala i potężne uderzenie z dystansu Sundaya Oliseha dały jednak 3 punkty Nigeryjczykom, a Hiszpanie ostatecznie pożegnali się z turniejem po fazie grupowej.
1998, La Beaujoire (Nantes), Brazylia - Dania, ćwierćfinał MŚ'98
Niesamowite i bardzo wyrównane spotkanie, pełne efektownych zagrań nie tylko ze strony Brazylijczyków. Bracia Laudrup pokazali w tym meczu, że zasługują na miano żywych legend duńskiej piłki. Ostatecznie niesamowity Rivaldo zapewnił awans Canarinhos. Mecz zakończył się wynikiem 3:2, a Duńczyków było mi bardzo szkoda.
Na razie tyle na spontanie, jeżeli coś sobie przypomnę, wówczas będę edytował post. W każdym razie piłkarskich momentów, dla których warto żyć było wiele.



