A tak poważnie. Jutro możemy być świadkami ciekawego widowiska jak i szachów, bądź jak kto woli najwyższego poziomu dyscypliny taktycznej. Znając Mourinho, Chelsea zagra zadowolona z jednobramkowej przewagi ale na tyle rozsądnie żeby gra toczyła się jak najdalej od pola karnego Cecha.
Walka o dominację w środku bedzie o tyle prostsza, że do składu zagra zawieszony w pierwszym meczu za kartki Essien - piłkarz, który zapewnił Chelsea zwycięstwo w dwumeczu z Valencią. Nie bez kozery chodzą plotki, że to od niego Mou rozpoczyna ustalanie składu. Zabraknie za to Ballacka, który może kluczowym piłkarzem dla The Blues nie był ale zdobył kilka ważnych bramek. Jego umiejętności główkowania byłyby przydatne przy stałych fragmentach.
Najwiekszym problemem Mourinho jednak będzie nieobecność Ricardo Carvalho. Portugalczyk po 2 dobrych sezonach w obecnym pokazuje pełnię swoich możliwości i jest najlepszym defensorem Chelsea przyćmiewającym nawet Terrego. Jego absencja może mieć kluczowe znaczenie dla wyniku. Nie zapominajmy, że kiedy te drużyny ostatnio spotkały się na Anfield Road na początku tego roku Liverpool odprawił Niebieskich z bagażem 2 bramek choć mogło się skończyć jeszcze wyżej. Wówczas również zabrakło Carvalho. Wtedy Jose zastąpił go Paulo Ferreirą i nie przyniosło to zamierzonego efektu. Jutro zapewne obok Terrego ujrzymy Boulharouza, który jest troszkę nieprzewidywalny.
W tym upatruję szans Liverpoolu. Po Chelsea się spodziewam konsekwentnej gry i szalenie niebezpiecznych kontr. Chyba jak nigdy przydałby się jutro Robben. Za to zapewne zobaczymy Joe Cola, który swoją wartość udowodnił w pierwszym meczu.W ofensywie najwięcej będzie zależało oczywiście od Drogby, który w zasadzie od początku sezonu decyduje o obliczu ataku Niebieskich.
Za to ciekawy jestem czy teksty Beniteza i piłkarzy, że wystarczy 1:0 a potem mozna liczyc na dogrywke to zasłona dymna czy prawdziwe zapowiedzi. Wynikałoby z tego, że Liverpool nie stawia sobie za priorytet rozstrzygania sprawy awansu w 90 minutach. Przyznam bez bicia, że jutro będe kibicował The Reds i marzy mi się finał MU - Liverpool choć przed piłkarzami Beniteza naprawdę strasznie trudne zadanie. Niby nie ma problemów z kontuzjami, drużyna przed pierwszym meczem z CFC sprawiała wrażenie jakby była w niezłym gazie ale na Stamford Bridge nie było wątpliwości, że to Chelsea była lepsza. Jutro sytuacja The Reds będzie strasznie skomplikowana bo muszą strzelić bramkę ale nie mogą też żadnej stracić bo w sytuacji kiedy to piłkarze z Londynu pierwsi strzelą bramkę moze być po półfinale bo ciężko mi sobie wyobrazić Chelsea tracącą 3 gole. A The Blues zawsze są niesamowicie groźni, głównie za sprawą Drogby, który w chwili obecnej jest chyba najlepszym napadziorem na świecie i jest w stanie strzelić cos z niczego w kazdej chwili. Oby jutro Agger nie dał tak ciała jak przy bramce na Stamford.
Zobaczymy jak Rafa zestawi atak, czy da zagrać Crouchowi od początku. Bellamy ostatnio stracił ten błysk, którym mnie osobiście w tym sezonie zaskoczył, zaś Kuyt mimo, że jest najskuteczniejszym piłkarzem Liverpoolu w tym sezonie jakoś nie wydaje mi się gwarancją tej upragnionej przez fanów The Reds bramki, choć miejsca w pierwszej 11 może być raczej pewny. Najwięcej będzie zależało zapewne od trio Mascherano-Xabi- Gerrard, jeśli ta trójka a szczególnie Steven wespnie się na szczyt swoich możliwości to wyeliminowanie Chelsea jest realne.
Nie ma co ukrywać, dla Mourinho ten mecz to w zasadzie gra o posadę. Po ostatnim remisie z Boltonem szanse na mistrza jeszcze są ale nikłe, poza tym Roman nigdy nie ukrywał, że celem nr 1 jest dominacja w Europie. Jeśli jutro odpadnie to sezon w zasadzie będzie stracony bo Puchar Anglii nikogo nie zadowoli. Z kolei w Liverpoolu nikt nie ukrywał, że skupili się w tym sezonie na Lidze Mistrzów więc w obliczu odpadnięcia sezon też zostanie spisany na straty, choć zapewne nie spotka się to z żadnymi konsekwencjami dla Beniteza i piłkarzy. Dla obu drużyn ten mecz to będzie mecz o wszystko w tym sezonie, choć zdecydowanie więcej do stracenia ma Chelsea i to na niej będzie ciążyła większa presja.
Ucieszyłoby mnie 2:0 lub 3:1 dla LFC choc nie zdziwię się jak Chelsea wygra 1:0 lub 2:0. Ogólnie typuję, że nie padnie więcej niz 2 bramki.



