Ja wychodzę z założenia ze jak ktoś jest dobry to nie odstaje od reszty od początku tylko sam powiększa przewagę. Tak jak było w TdF za czasów jeszcze Armstronga - ile minut przewagi Amerykanin by nie miał to i tak cały kolarski świat chcący oglądać walkę na drodze łudził się że Ulrich już niedługo zacznie odrabiać straty a te jeszcze się powiększały. Ale 'specjaliści' znowu swoje i tak do końca aż nagle skończył się wyścig i Armstrong wygrał na luzie. A emocje były chyba tylko w głowach zwolenników Niemca. Wiem że Armstrong jest jeden i tylko Basso na koksie może mu dorównać o ile Amerykanin też się nie szprycował ale nie chcę się łudzić i czekać na takie etapy jak dwa lata temu na Giro kiedy to Basso przegrał wyścig z powodu chyba złego odżywiania i ogromnych strat poniesionych na jednym z etapów. Wolę patrzeć na realną formę bo niby dlaczego Simoni miałby się z nią kryć gdyby był jakoś super przygotowanyczeher pisze:Juz tak nie psiocz, to nie jest nawet wprowadzenie do Giro Exclamation
A dzisiejszy etap wygrał Robert Forster z Gerolsteiner po sprincie z całego peletonu. Zawiódł mnie dopiero piąty McEwen który pewnie by powalczył o wyższą lokatę jednak wąskie ostatnie metry i umiejętna jazda rywali zablokowała go uniemożliwiając skuteczny finisz. Niestety kruchy Australijczyk nie podjął z nimi walki i musiał wąchać spaliny rywali. Za to ładnie znalazł się Hushovd który był bliski wygranej. Trochę szkoda uciekającego przez niemal cały etap Rosjanina Mikhaila Ignatieva.
A słyszeliście jak Wyrzykowski wymieniał strony na których można podyskutować o Giro


