Nie można ukrywać, ze mecz to była prawdziwa katorga dla widza, tym bardziej neutralnego. Jakiś pozytyw i minmalne emocje zawdzięczamy Milanowi, a raczej Filippo. Tak naprawde Milan robił to co Liverpool tylko potrafi, zabijał ich grę, a raczej neutralizował najważniejszych zawodników, a że Anglicy byli zmuszeni do rozgrywnia i prowadzenia gry to mecz wygladał jak wygladał. The Reds z rozgrywaniem i kontrolowaniem gry na najwyższym poziomie nie mają nic wspólnego, a Milan pokazał, że może robić zarówno jedno i drugie, a przy tym także świetnie bronić.
Jeśli takie miał załozenia Carlo, to trzeba mu gratulowac taktyki.
W Liverpoolu zawiodł Benitez i jego brak planu B, wydaje mi się, że przy zawiesznym Stevenie to Alonso miał rozgrywać piłkę, a był tak widoczny, ze po kilku minutach drugiej połowy myślałem, ze został ściagniety z boiska. Chcieli wykorzystać skrzydłowych, a gali nimi w przeciągu 90 minut kilkakrotnie. W liverpooolu wszyscy wyglądali na ospałycj i przemęczonych, już nie wspominam, że Carra w drugiej polowie nie miał sił biegac i cały czas łąpał oddech
Inna sprawa to atmosfera na trybunach, gdzie ja osobiscie poczułem ją dopiero w 80 minuecie, a tak można było psokojnie usłyszec otwierane chipsy czy wywoływanie przez spikera min. pania Matthews.
Wygrana zasłużona Milanu, bo obnażyli każdy minus przeciwników i dodatkowo stwarzali sobie lepsze sytuacje. Licerpoool przez 90 minut czekał, aż Włosi wezma grę na siebie i będa mogli kontratakować, pewnie jeszcze teraz na to czekają.
Gratulacje dla kibiców Milanu.



