Forumowicz od A do Z (gotowe alfabety)

Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Post autor: franz » 30 lip 2007, 1:48

Jak obiecałem tak i napisałem :wink: (wybaczcie błędy i żenująco niski poziom ale jest pierwsza w nocy a ja musze jutro wstać o 06:00 i ogólnie ['] :lol: )


A- jak alko… pewnie wszyscy spodziewali się, że od tego zacznę ale nic z tego! Postaram się złamać mym skromnym alfabetem mocno zakorzeniony na pilka.pl schemat usera pijaka, menela. Przecież nie wszyscy lubią pić alkohol (choć ja bardzo!) i czytanie o nim czy też o przygodach z nim w roli głównej i innych libacjach nie należy do ulubionych rozrywek ludzi porządnych(a szkoda). Zrezygnowałem z alkoholu a więc muszę znaleźć coś zastępczego na literę A. Tak więc chyba padnie na słowo anoreksja bo tak nazywała mnie wredna piguła(określenie szkolnej pielęgniarki jak by ktoś nie wiedział) z liceum. Nie wiem dlaczego wymyśliła tą nazwę. Może dlatego, że podczas szkolnego bilansu w 1 bądź 2 klasie liceum (dokładnie nie pamiętam, znów te przeklęte palimpsesty) przy wzroście 1m 78 cm ważyłem jakieś 60kg czyli chyba trochę za mało. Później trochę przytyłem (choć nadal raczej należę do osób szczupłych niż puszystych) ale ona nadal mówiła do mnie anoreksja albo kościotrup, nie wiem dlaczego, choć w sumie to chyba się domyślam pewnie robiła to bo sama miało lekko ze 50 kg nadwagi i wyglądała jak samica walenia(bez skojarzeń proszę!) w zawansowanej ciąży, tak więc może wyładowywała swoją frustracje na biednym(chudym) uczniaku.


B- bukmacherka. Lubię obstawiać i zadziwiająco często zdarza mi się coś wygrać. Nie jestem takim mistrzem jak Sebo-czesiek czy tam inni nałogowi hazardziści ale prawie nigdy nie jestem na minusie. Dobrze pamiętam swój pierwszy raz. A więc kiedyś postanowiłem pierwszy raz postawić swe kieszonkowe u buków i w tym celu wybrałem się tak na początku gimnazjum albo na końcu podstawówki do pobliskiego zakładu bukmacherskiego z myślą obstawienia kuponu za wielka wówczas dla mnie stawkę 5zł i wygrania miliona jak nie dwóch, lecz niestety, że byłem wtedy wzrostu miej więcej jak fieldy obecnie a na dodatek chudzielec był ze mnie straszny pani odmówił mi obstawienia kuponu(nie dobra jedna). Na szczęście mam starszego brata(głupek nie dość, że żeni się za młodo to jeszcze kibicuje Milanowi :lol: ) i kolegów i to z nimi gdzieś tak do końca gimnazjum chodziłem obstawiać, choć te moje obstawianie to zwykle były albo kupny z kilkoma pewniakami o magicznych kursach około 1,50 i to na dodatek grane za 2 zł, zwykle wyciągałem z takich kuponów po kilka bądz kilkanaście złotych ale i tak radość była wielka. Były też kupony „nie pewne” czyli takie na których znajdowało się nawet po 50-60 wydarzeń oczywiście grane za 2 zł a do wygrania nawet parę tysięcy! Jednak pechowymi zrządzeniami losu, lub też szkodliwym działaniem układu z żydo-komucho-pedało-murzyno-lewako-ubko-gejo-masonami na czele nigdy nie wygrywałem, choć kilka razy prawie przechytrzyłem szarą sieć(układ) i byłem naprawdę blisko!


C- jak nieco wulgarny wyraz – chlanie czyli częste i obfite spożywanie napojów alkoholowych głównie tych wysoko oprocentowanych. Ten temat musiał się pojawić i każdy o tym wie, tylko nie spodziewałem się, że tak szybko to dopiero 3 litera a ja już przechodzę do meritum sprawy i wystrzeliwuje wszystkie nab(p)oje. Otóż ja dziele spożywanie alkoholu na dwie oddzielene kategorie:
Pierwsza jest to picie dla smaku czy też przyjemności, większej towarzyskości czy może rozruszania drętwego gremium, tutaj spożywa się stosunkowo małe ilości alkoholu lecz za to o dość wysokiej jakości i znośnym smaku. Można wypić sobie jakieś dobre piwo(choć dla mnie każde jest dobre nawet „VIP” ze stonki) czy dobre winko(patrz piwo) lecz te artykuły najczęściej do najtańszych nie należą i procentów maja mało, a więc aby uzyskać efekt mocnego upojenia należy nabyć coś innego. Otóż gdy mam ochotę się tak po prostu ordynarnie upić, nachlać jak świnia, itd. (a bywają takie chwile choć ostatnio dość rzadko) to na pomoc przychodzą mi z pomocą koledzy, którzy posiadają w swych bogatych zasobach tzw. spiryt (tani, zdrowy i pyszny = Polecam!) albo też me własne zasoby robionych na tym, że spirycie mocnych domowych win, głównie z wiśni bo w mojej okolicy znajdują się sady z tym drzewem tak więc mam szeroki i powiedzmy darmowy dostęp. Co niektórzy dziwią się mą „mocną głowa” ja w sumie też. Nie należę do ludzi którzy pija często i dużo(ale to też zależy od tego co to dla kogo znaczy), a więc kwestia uodpornienia na alko mnie nie dotyczy. Nie jestem też osobą o dużej masie, a nawet można powiedzieć, że chudy jestem a więc alkohol powinien szybko rozchodzić się po my ciele i mocno uderzać do głowy a jednak tak nie jest, może to kwestia wadliwych genów albo mutacji po promiennych ale alkohol dość powolnie na mnie działa a szkoda bo było by taniej. Nie będę się chwalił ile to ja wypiłem i jak mocny ma łeb bo po co pisać jak i tak większość nie uwierzy a na dodatek czy jest się tu czym chwalić, poza tym na forum jest na pewno kilku mocniejszych odemnie zawodników i wszyscy wiemy kogo mam na myśli w tym momencie :lol: Temat alkohol uważam za zamknięty, uff mam to za sobą - nareszcie.


D- jak dziewczyny, kobiety. W moim życiu są obecnie cztery kobiety bardzo dla mnie ważne: moja babcia, mama, ma ukochana dziewczyna i ma malutka siostra Ania(kolejność od najstarszej do najmłodszej jak by się jakiś spryciarz nie domyślił). Wszystkie są cudowne i bardzo ważne dla mnie, nie wyobrażam sobie co by było gdybym którąś z nich nagle stracił, pewnie było by to coś w tym rodzaju: :suicide:


E- Emotki :D czyli takie mało smieszne :( i często nie potrzebne znaczki :? , które zwykle trochę mnie denerwują :won: , delikatnie mówiąc :angry: . Sam najczęściej używam tych trzech emotek :lol: :wink: :) a reszty raczej bardzo rzadko :) i bardzo dobrze że bardzo rzadko :lol: . Czasami trudno :roll: i dziwnie :roll: czyta się jakiś długi tekst, który autor nadział :wink: całą armią nie potrzebnych :P , głupawych emotek :badziewie: , tylko po co :?: czy słowa już nie potrafią wyrażać naszych myśli :think: (i musza na w tym pomagać jakieś debilne znaczki :lol: ), a może to my jesteśmy zbyt ograniczeni :idea: by je wyrazić i potrzebujemy do tego całej masy jakiś debilnych znaczków :oops: :cry: :płacze: , emotki to ZuO :twisted: (PS: Wiem że się czepiam ale trudno: jestem jaka jestem :lol: i nie mam o czym pisać to emotki „na tapetę” wstawiłem :wink: ) AAAA....... Emotki atakują mszczą się gady :pogrzeb: :bicz2: :won: :krzesło: :cegła: :red: :suicide:


F- jak filmy i nie chodzi tu o ten rodzaj „filmów”, które wam drodzy forumowicze (zwłaszcza ci z TS) zajmują większość dysków! Chodzi tu o prawdziwe dzieła kinematografii, które w przeważającej większości leżą nagrane na płytach bądź kasetach VHS w moim domku, wole je mieć nagrane bo oglądnie filmów w TV np. na TVN czy innym Polsacie to droga przez mękę(reklamy). Nie są to żadne „Szybcy się wściekli”, „American Pie” bądź „Hostel” albo tego rodzaju kupy. Temat filmy jest dla mnie szeroki jak Wisła czy tam inna Odra tak więc mógłbym pisać i pisać ale wiadomo to alfabet nie o filmach i brakuję czasu i chęci w sumie też. PS: Wiecie dlaczego nie biorę udziału w formowej zabawie „Czy coś ci to movie”? Odpowiedz jest prosta w tym dziale posty nie są naliczne, a wiec dla mnie zwykłego nabijacza temat staje się kompletnie nie ciekawy :lol: ! PS2: Bardzo lubię oglądać filmy z boskim Pawłem Małaszyńskim :lol: !


G- jak grzeszki, wady itd. Nie ma ludzi bez cech negatywnych ale ja mam ich szczególnie dużo. Moja główna wadą jest ogromne lenistwo. Od początków mojej edukacji w szkole aż do samego końca prawie wszytko odkładałem na później a zwykle kończyło się to tak, że np. prace domowe robiłem na przerwach albo przed lekcjami ale przeszkadzało mi to dostawać dość dobrych ocen, zabrałem się do roboty dopiero w 3 klasie LO. Dobrze, że teraz idę na studia bo tam się nic nie robi oprócz picia (alkoholu) i jedzenia zupek chińskich, raj po prostu jak dla mnie :lol: . Lenistwo nie dotyczy tylko mojej edukacji ale także innych czynności jak np. sprzątnie, drobne naprawy itd. Ogólnie straszny leń ze mnie ale mi z tym bardzo dobrze i wygodnie. Moją wadą (choć niektórzy twierdzą, że to zaleta) jest mówienie ludziom prawdy w oczy i „walenie prosto z mostu”. Jeśli coś mi się nie podoba albo przeszkadza to po prostu o tym mówię nie owijając w bawełnę i nie patrząc na ewentualne skutki, a czasem są one tragiczne. Jestem też dość kłótliwy i uparty czasami prowadzę bezsensowne dyskusje, bo ma być jak ja chcę i tyle, choć to mi już chyba powoli przechodzi. Z tych ważniejszych wad to chyba na tyle, żeby nie było ma też zalety, przy dużym szczęściu ze dwie może się znajdą.


H- humor czy też poczucie humoru. Podobno takowe posiadam, choć to dyskusyjna kwestia bo jest ono (jeśli w ogóle jest) dość dziwne. Z tym humorem to jest różnie bo niby lubię, dowcipkować, wygłupiać się i śmiać, lecz jednak większość humoru jaki serwują nam obecnie massmedia w ogóle mnie nie bawi a nawet doprowadza do rozpaczy momentami. Pewnie jest to wina(znowu ten alkohol jestem strasznie monotematyczny) tego, że obecnie mało jest ciekawych programów rozrywkowych, które prezentują wysoki poziom. Mistrzami humoru są dla mnie oczywiście ludzie z grupy Monty Pyton przyswoiłem sobie absolutnie wszystko co wytworzyła ta grupa i nadal mi mało, szkoda że ich czasy świetności już nie wrócą, tym bardziej, że znajdą się tacy którzy bardziej sobie cenią jakiś tam „Friends” choć ten serial też jest świetny jednak tego nie da się raczej porównywać.


I- Internet czyli wynalazek XX wieku od którego jestem najbardziej uzależniony(alkohol wynaleziono dużo wcześniej). W necie siedzę bardzo dużo, jest wiele ciekawych stron które przeglądam w miarę na bieżąco. Gdy pomyśleć, że gdzieś tam daleko żyją ludzie bez Internetu to aż trudno w to uwierzyć, przecież jako rzecze Św. Paweł „gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a Internetu bym nie miał, byłbym niczym” czy jakoś tak. Jest niezbędny do życia jak powietrze a może nawet bardziej. Wiadomo sieć czyli nie skończone źródło wiedzy, łatwy dostęp do kultury itp. itd. lecz do momentu rejestracji na forum pilka.pl nie kojarzył mi się z miejscem ciekawych dyskusji, tylko raczej jako miejsce pełne troli i dzieci neostrady (bez urazy dla dzieci, które mają neostrade) Jednak kilka miesięcy spędzone jako franz na www.pilka.pl/forum zmieniło moje zdanie na temat internetowych dyskusji i ludzi(serdecznie pozdrawiam z tego miejsca dyskutanta bellusa :) ), którzy biorą w nich udział (wcale nie na gorsze).


J- na tą literę zaczyna się słowo „JA”. Była taka piosenka (tylko nie pamiętam kogo, znów palimpsesty) „Ja to ja to proste jak dwa razy dwa”. A więc ja to ja czyli zwykły, spokojny, skromny itd., itp. 18 latek o wyglądzie really trÓ gimnazjalisty z problemami alkoholowymi. Jestem tym kim jestem i raczej dobrze mi z tym, jednak dla, niektórych to nie jest takie oczywiste: czyli krótko mówiąc będę was nudził moimi nędznymi wypocinami na temat definicji tzw. „prawdziwego ja”. Właśnie zdałem sobie sprawę, że kompletnie nie mam o czym pisać a więc trzeba lać wodę i jakimiś pseudointeligenckimi bzdurami zapełnić te wszystkie litery :lol: … Otóż wielu ludzi aby uzyskać akceptacje poparcie czy też sympatie innych, bądź jakieś korzyści materialne lub też nie materialne udaje kogoś kim nie jest, nie podoba mi się taka postawa i to nawet bardzo. W zależności od towarzystwa, grupy lub subkultury młodzieżowej w które dana osoba chce się „wkupić” udaje bądź eksponuje pewne pożądane w tej grupie społecznej cechy. Np. jeśli mówimy o grupie tzw. dresów to młody dres aby zdobyć ich respekt czy też sympatie chwali się ile to „dup wyjebał” bądź ilu „frajerów skroił’ czy też „mam zajebistą furę, mega tuning” i inne takie tam bzdury, choć w rzeczywistości jedyna kobieta jaką „miał” to pani z gazety playboy, największe przestępstwo to kradzież dwóch orzeszków ziemnych(z Gabonu koniecznie!) zaś jeździ starym i rozpadającym się maluchem. Tych danych nie jestem pewien bo w tego rodzaju środowiskach się nie obracam i nie mam z nimi nic wspólnego(kibic Legii, który nie ma nic wspólnego z głupimi dresami powiecie, że to jakiś nie smaczny żarcik a jednak to prawda!), lecz pewnie tak to w przypadku dresów wygląda i takie są ich priorytety. Pal licho dresów lecz gorzej jak takiego szpanującego osobnika, który udaję kogoś kim nie jest spotka się w swoim otoczeniu. Ostatnio miałem okazję prowadzić niezwykle pouczającą dysputę z młodym człowiekiem z 3 klasy gimnazjum (a może 1 liceum, tak raczej z pierwszej liceum) na temat muzyki, chłopak twierdził że świetnie się na niej zna i jest wielkim pasjonatem szczególnie w kwestii Rocka otóż dowiedziałem się od niego, że Pink Floyd to zespół z Los Angeles w U.S.A zresztą – uczcijmy to minutą ciszy i tradycyjną Mentosową świeczką [‘].
Nie wspominam już o dyskusjach na temat książek, filmów bądź polityki tam to dopiero zdarzają się kwiatki przez, które człowiek traci wiarę w ludzi i swoje pokolenie.


K- Książki czyli jedna z moich ulubionych rozrywek i sposób na spędzanie wolnego czasu.
Czytam już od bardzo dawna(gdzieś tak od 5 roku życia: „Plastusiowy pamiętnik”, „Przygody kota Filemona”, „Jak Wojtek został strażakiem” i ” Legendy polskie dla maluchów” rządzą!) Gdy jadę autobusem lub pociągiem(i nie mam piwa :wink: ), bądź gdy znudzony siedziałem na lekcjach matmy, fizyki czy chemii czy innej biologii zawsze sobie czytam książki (ciekawe czy to przez to miałem obniżone zachowanie). Gdyby świat upodobnił się do tego z „Fahrenheit 415” Raya Bradbury (tzw.”kumaci” wiedzą o co chodzi) to było by dla mnie lipnie a nawet bardzo lipnie, na pewno nie został bym strażakiem :lol: . Ten temat jest podobny do muzyki czy filmów bo znowu jest szeroki jak rzeka i nie ma czasu ani miejsca aby go dokładnie opisać, tak więc postaram się przekazać to w jakimś dużym a nawet bardzo dużym skrócie. Moja fascynacja literaturą może dzielić się na kilkanaście a raczej nawet kilkadziesiąt etapów w zależności od autora bądź tematyki itp. Z powodu moich poglądów politycznych ludzie czasami posądzają mnie o uwielbienie dla niejakiego Waldka Łysiaka albo oberredaktora Ziemkiewicza, Rafcia zresztą. Zgadza się przeczytałem parę dzieł tych panów(„Stulecie kłamców”, „Rzeczpospolita kłamców – Salon”, „Alfabet szulerów - Salon 2” Łysiaka a z Ziemkiewicza tylko „Michnikowszczyzna”) i nie jestem jakoś szczególnie zachwycony, treść niby może być ale styl to istna tragedia, to nie jest to czego szukam w literaturze, no i monotematyczność tych panów może nudzić bo ile można czytać o „różowym salonie” zwłaszcza gdy ktoś tak mocno jak ja nie znosi różowego koloru! Wracając do głównego nurtu litery K postaram się wymienić kilku tych autorów albo to jakoś skwalifikować. Kurt Vonnegut i już wszystko jasne albo i nie? Choć był niestety (podobno) socjalistą a w porywach nawet lewakiem i tak uważam go za absolutnie genialnego pisarza posiadający cudowny styl, przeczytałem WSZYSTKIE jego ksiązki, zbiory opowiadań i esejów. Niestety biedakowi ostatnio się zmarło wielka szkoda, że już nic nie napisze. Przed Vonnegutem mocno interesowałem się literaturą fantasy, science-fiction itp., (wiadomo błędy młodości). Stąd mój temat na maturze. Miałem też okres fascynacji literaturą rosyjską, zaczęło się od „Mistrza i Małgorzaty” w początkach 2 klasy liceum. Potem wiadomo Fiodor Dostojewski „Zbrodnia i Kara”, gdy już zapoznałem się z twórczością tych panów na tyle mnie zainteresował literatura rosyjska, że sięgnąłem po takich autorów jak: Władimir Nabokov, czy Aleksander Sołżenicyn (polecam wszystkim szczególnie „Archipelag GUŁag”) W gimnazjum czytałem też ksiązki Władimira Bogdanowicza Riezuna piszącego pod pseudonimem literackim Wiktor Suworow, ale to już całkiem inna historia. Swego czasu mocno interesował mnie też literatura czeska czyli np. (autorzy): Milan Kundera, Bohumil Hrabal, Josef Škvorecký. Jest oczywiście jeszcze cała masa autorów i nurtów a o literaturze mógłbym gadać godzinami, zapisywać stron tysiące ale jak na ten alfabet to już chyba wystarczy po co mam się produkować jak i tak większości nazwiska czy tytułów będzie kompletnie obca. Przecież to nie temat „moje ulubione ksiązki” tylko alfabet forumowicza no i kto dziś czyta ksiązki, tylko jacyś frajerzy i łże elity.


(L)- Legia czyli chyba jedyny klub który tak na naprawdę kibicuje. Co prawda lekko sympatyzuje też z innymi klubami (Real Madryt, Arsenal Londyn) lecz to zdecydowanie nie to samo. Wszyscy przez to, że mój tata jest z Warszawy i kibicuje Legii (choć, niektórzy na forum mego ojca utożsamiają z pewnym kibicem Wisły Kraków a to błąd albo nawet wielbłąd jak mawia spocony Jasiu), i to właśnie na mecz Legii przy Łazienkowskiej zabrał mnie pewnego pięknego dnia mój tata gdy jeszcze w wczesnym dzieciństwie mieszkałem w Warszawie. Potem wyprowadziliśmy się ze stolicy ale ja nadal byłem, jestem i będę kibicem Legii.
PS: Jestem piknikiem!


M– jak miłość oczywiście, a tak serio to przy tej literce w moim przypadku mógł znaleźć się tylko jeden rzeczownik a konkretniej mówiąc jest to muzyka. Muzyka to naprawdę bardzo ważna rzecz w moim życiu, słuchawki mam na uszach od czasu gdy dostałem dawno temu swojego pierwszego Walkmana (dla tych co nie pamiętają tych czasów jest to taka mała skrzyneczka odtwarzający kasety, czyli coś na czym ludzie dawniej słuchali muzyki, jeszcze zanim pojawiły się płyty i mp3) aż po dziś dzień kiedy muzyki słucham przeważnie przy pomocy mojej wypasionej ultra mega nowoczesnej mp4(a co tam trochę lansu nigdy nie zaszkodzi czyż nie?) Muzyka zajmuje 95% mojego bardzo pojemnego dysku, mam setki płyt, kaset a nawet staromodnych płyt winylowych odziedziczonych po rodzicach, głownie są to orginały choć wiadomo jak to jest, na to zawsze brakuje pieniędzy i ostatnimi czasy kupuje tylko oryginalne płyty, które sobie na to szczególnie zasłużyły swą świetna zawartością. Nie będę ukrywał że jeśli chodzi o gatunki muzyczne to w tej kwestii wyjątkowo nie jestem otwartym człowiekiem i bardzo wolno się do czegoś przekonuje. Nigdy nie przekonam się (wykluczając sytuacje gdy wypiłem więcej jak 10 piw czy też ich równowartość, wtedy nawet przy techno można się dobrze bawić choć w takiej sytuacji muzyka jest do zabawy raczej nie potrzebna) do disco-polo, technoszajsu(i wszystkich jego dennych odmian dance, srance i co tam jeszcze te mózgi w komputerach wymyśliły). Pewnie gdzieś tam daleko istnieje jakaś wartościowa muzyka elektroniczna ale to nie moja bajka, no i w zalewie ogólniej tandety pewnie ciężko ją odnaleźć. Choć zdarza mi się czasem słuchać czegoś poza rockiem to jednak nie jest to jakieś szczególnie częste zjawisko. Jeśli słucham czegoś innego niż szeroko pojęty rock to jest to głównie klasyczne dobre reggae, albo HH (czy tam Rap albo jak te gadanki się zwą) w wykonaniu Łony czasem Eldo (choć był tez okres kiedy lubiłem moleste dawno temu to było, ale do dziś mogę ich posłuchać bez większej frustracji) bądź starego i pewnie nie znanego co młodszym użytkownikom forum zespołu Kaliber 44, reszta rapu czy to polskiego czy też tego z U.S.A(no może oprócz kilku piosenek Beastie Boys ale to chyba nie HH) mnie zbytnio nie interesuje. Po prostu denerwują mnie „bity” bo to nie mój rodzaj muzyki a gdy jeszcze oprócz denerwującego bitu pojawia się żenująco głupawy momentami przypominający wywód lirycznego troglodyty tekst o bezsensie egzystencji, „życiu na ulicy” paleniu blantów i walce z „psami” YOŁ! ELO! POZDRO PIŃCET! to ja „wymiękam” po prostu taki rodzaj bardzo prostego (nawet prostackiego czasami) przekazu do mnie nie trafia. Widocznie nie jestem ziomkiem z bloków i jest mi z tym dobrze a nawet bardzo, po prostu cytując klasyka „jestem pierdolonym indywidualistą i dobrze mi z tym” Hej!
Jeśli chodzi o HH to pewnie generalizuje i ulegam stereotypom i powinienem lepiej poznać ten gatunek ale szczerze mówiąc jak pomyśle że aby znaleźć coś wartościowego (a takie coś oprócz Łony i Kalibra pewnie by się znalazło) musiałbym przebić się przez takie klasyki jak HempGru czy inne gangsta(BANsóji Dzifko) jak Dzej Zi, Ajs Kjub czy tam inne Snup Dogi to po prostu nie ma na to ochoty. Dla mnie szeroko pojęty ROCK rządzi i nic tego nie zmieni, jest to według mnie najlepszy rodzaj muzyki i tyle w tym temacie. Jeśli chodzi o Rocka i ogólnie mówiąc gitarowe brzmienia to moja przygoda z tym gatunkiem zaczęła się od początków gimnazjum a może nawet końca podstawówki w każdym bądz razie dawno temu to było i trwa na szczęście do dziś. Oczywiście wszystko zaczynało się stopniowo zarówno jeśli chodzi o jakość jaki i ilość zespołów a także wiedzy na temat nich oraz samego gatunku. Mogę się szczycić, że swoja przygodę z prawdziwą muzyką zaczynałem między innymi od zespołu takiego jak np. Kult (duży sentyment pozostał do dziś) a nie jak większość dzisiejszej młodzieży od Mandaryn, Tokio Motel, czy innych Dodów i całego tego badziewia z Bravo czy tam Popcornu. O muzyce, zespołach, stylach mógłby pisać i mówić godzinami nawet stworzyć w tym celu osobny alfabet ale wiadomo czas na to nie pozwala a i ta zabawa polega na czym innym tak więc ku ogólnemu zadowoleniu umęczonych czytelników na tym kończę i po prostu wymienię listę artystów, którzy ostatnio goszczą na mej play liście(Uwaga wystąpi duża rozbieżność gatunkowa od indie rocka przez hardcore punk do nu metalu jednak wszystko można podpiąć pod szeroko pojęte gitarowe brzmienia, kolejność przypadkowa): The Killers, Turbonegro, Kaiser Chiefs, Radiohead, Black Flag, Joy Division, The Sex Pistols, Muse, Partia, The Clash, Komety, Kazik, Beatsteaks, Raise Against, Ramones, Iggy Pop, Rancid, Dead Kennedys, The White Stripes, The Beatles, Pink Floyd, Coldplay, Franz! Ferdinand, KoRn, Placebo, Arctic Monkeys, Metallica, Interpol, System of a Down, Pearl Jam!!!, Rage Against the Machine, The Cure, więcej nie chce mi się dalej wymieniać a trochę jeszcze tego jest.


N- jak Natalia bo tak pięknie ma na imię moja ukochana, strzelę se emotke :love: a co mi tam :lol: . Dopóki jej nie poznałem nie wierzyłem w żadną teorie drugiej połówki i inne miłości kierowałem się prostą zasadą: Każdy ma gdzieś swoją drugą połówkę... moja mrozi się w lodówce! Lecz od kiedy poznałem Natalie mój pogląd na tą sprawę uległ znacznej zmianie i to na lepsze, o wiele lepsze :)


(O- o) jak ortografia, nie jestem clonerem a więc nie będę wam wytykał błędów ortograficznych bo wiadomo prawie każdy je częściej bądź rzadziej popełnia, lecz strasznie wkurza mnie dość dziwny (debilny) sposób pisania, który stosuje duża liczba reprezentantów tzw. młodzieży a fuj. Chodzi mi o tzw. „mŁ0dię!Erz0wY StAjL WraJtofaNia” (młodzieżowy styl pisania). Ostatnio często można spotkać się z takimi wyrazami jak np. „nie qmam”, „niekcesz”, „kcesh”, „mowish”, „mash”, „polkikash” itd. Nie mam pojęcia skąd to się wzięło czyżby warunkiem przyjęcia do gimnazjum było posiadanie dysleksji i dysortografii. Zwykle piszą tak na swoich „bL0gAskAh” lub na gg czy tam innych czatach. Lecz pojawiają się już ciekawsze przypadki, mama mojego kumpla uczy polskiego w gimnazjum(biedna kobieta) i jeden z jej uczniów napisał wypracowanie właśnie z takimi ciekawymi wtrąceniami, miałem niezły ubaw gdy to zobaczyłem. Jednak zwykle gdy osobiście się stykam z takim stylem pisania to zamiast śmiechu z moich ust wydobywają się najgorsze przekleństwa znane ludzkości w wypowiadane w sześciuset sześćdziesięciu sześciu językach a także sprzeczne z moją naturą pacyfisty groźby okrutnego mordu poprzedzonego szczególnie brutalnym gwałtem.


P- Pearl Jam jedyny w swoim rodzaju, absolutnie cudowny, niesamowity i świetny(czyli w dużym skrócie zajebisty) zespół, choć niektórzy o nim nawet nie słyszeli i twierdzą że LP jest o wiele lepsze(dlaczego twierdza, że LP jest lepsze skoro o zespole Pearl Jam nawet nie słyszeli?) no cóż o gustach się nie dyskutuje (podobno). Polecam każdemu oprócz bandy technoprzypa… słuchaczy tachno oczywiście :wink: .


R- jak „rozkurwiel” bądź „rozkurwielek” bo tak zwę mojego kota (choć reszta rodziny nazywa go „Lot”, „Lotek”)
Jest to kot rasy “Maine Coon” szczególnie wielkie bydle jest 2 razy większy(jego całkowita długość ciała spokojnie przekracza metr) i 3 razy silniejszy niż zwykłe koty. Ma też inną dużo bardziej muskularną budowę ciała, a także bardzo gęste futro i inny kształt głowy niż tzw. koty dachowe. Jest fajny bo można go spokojnie zostawić bez opieki i wyjechać o on sobie poradzi śpiąc pod drzewem w ogrodzie i samodzielnie poprzez polowanie zapewni sobie codziennie świeże mięsko. Wszystkie okoliczne myszy, szczury, ptaki, krety, koty, małe psy i inne zwierzątka już dawno zostały zabite i zjedzone (bądź zabite i pozostawione bo mój kot czasem zabija dla samego zabijania nawet jak nie jest głodny) albo ze strachem w swych małych oczkach czekają na nieuchronną śmierć, którą w końcu zada im mój kotek. Mimo jego natury mordercy dla domowników i ludzi, których bardzo dobrze zna jest bardzo miły i towarzyski. Jednak nie ma on litości dla wrogów ludu i obcych. Wszyscy moi kumple się go boją, zawsze jak do mnie przychodzą rozkurwiel zaczyna się stroszyć, wydaje jakieś przerażające dźwięki, szczerzy swe wielkie kły a z jego dzikich oczu można z łatwością wyczytać „zaraz skocze ci do gardła i przegryzę tętnice, zginiesz na miejscu wstrętny bydlaku(lewaku :lol: )”. Nie daje się dotknąć czy nawet podejść na bliższą odległość mojej dziewczynie mimo, że ta już od paru ładnych miesięcy jest regularnym gościem u mnie w domu, dobrze że choć nie chcę jej wydrapać oczu jak reszcie moich znajomych. Gdy go kupowałem prawie 4 lata temu właściciel hodowli mówił, że to rasa mało agresywna i bardzo spokojna, ma gość poczucie humoru albo mój kot jest nienormalny.


S- Szkoła czyli instytucja której serdecznie nie znoszę. Nie znoszę jej od pamiętnego 1 września gdy po raz pierwszy się tam wybrałem. Wybitni ludzi zwykli mawiać „człowiek rodzi się mądry a potem idzie do gimnazjum” i mieli racje. Moja edukacja rozpoczęła się rok wcześniej niż moich rówieśników ponieważ nie wiadomo po co dość wcześnie nauczyłem się pisać, czytać i liczyć tak więc rok wcześniej ku mojej „wielkiej radości” wysłano mnie do szkoły.
Od początku do końca mojej edukacji czułem wielką nie chęć do tej instytucji. Ma ona swoje plusy jak np. możliwość poszerzenia wiedzy czy też poznanie nowych czasem fajnych ludzi lecz minusów jest znacznie więcej. Jak np. zmuszanie do uczenia się tego co mnie kompletnie nie interesuje albo daleko idący kretynizm, niektórych nauczycieli. Na szczęście zakończyłem już moją edukacje w reżimowej szkole publicznej i na głupie pomysły ministra(idioty) Romka i tej całej wrednej nauczycielskiej bandy mam wyłożone.


T- jak towarzysze, przyjaciele, znajomi, koledzy itd. mam ich dość dużo zwłaszcza towarzyszy, tych z jedynie słusznej partii, która jest przewodnia siłą narodu i prowadzi nas ku lepszej socjalistycznej przyszłości, bliższych i dalszych kolegów i znajomych. Jak mówi stara mądrość masonów, liberałów i cyklistów: „Boże(wersji dla ateistów nie ma przykro mi Chłopaczek :( ), chroń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami sam sobie poradzę” w moim krótkim życiu kilka razy przekonałem się co do słuszności tej maksymy. Na szczęście paru (trzech) prawdziwych przyjaciół jeszcze mam i mam nadzieje, że jeszcze długa tak będzie.


U- kraj leżący nad Dniestrem i Dnieprem na tę literę jest mi bardzo bliski(info. dla debili chodzi o Ukrainę) Część mojej rodziny pochodzi z pięknego Lwowa, lecz po drugiej nieudanej próbie samobójczej podjętej przez cywilizacje musieli opuścić swoje domy i wyjechać do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Jednak jeden z braci mojego dziadka został w USRR (przemilczmy jego haniebną komuszą przeszłość) a jego potomkowie żyją tam do dziś i noszą takie samo nazwisko jak ja, zresztą świetnie się z nimi dogaduje. To właśnie dzięki nim dobrze poznałem ten piękny kraj. Chodzi tu oczywiście o prawdziwą Ukrainę a nie o tzw. niebieski wschód który jest wybitnie (pro)rosyjski, ten teren omijam szerokim łukiem bo nie mam ochoty mieć do czynienia z Homo Sovietus (Człowiek Radziecki) a ci jeszcze tam nie wyginęli a nawet mają się bardzo dobrze!
Ukraina ma wiele zalet jak np. piękne zabytki, niskie ceny, dużo taniego i dobrego alkoholu, fajne dziewczyny i wiele, wiele innych choć są również wady. Jednak nie mogą one przysłonić zdecydowanie liczniejszych zalet!


W- jak włosy. Oczywiście chodzi mi o te włosy, które rosną bądź nie na ludzkiej głowie. Lubię mieć nietypowe fryzury :afro: :peace: choć ostatnio jestem stale przy jednej i to dość banalnej. Moja pierwsza dziwną i pewnie ostatnią idiotyczną fryzurą pod koniec 2 klasy gimnazjum był tzw. „irokez” i nie chodzi tu o Indianina z Ameryki Północnej ani o taki krótki nażelowny pasek włosów na środku głowy, który obecnie noszą fani „muzyki” techno. Do dziś pamiętam miny mojej rodziny gdy pierwszy raz mnie zobaczyli w tej fryzurze. Jako, że z noszeniem tej fryzury wiąże się określone ryzyko (czytaj. Skini, Ziomki, Dresy itd. chcą cię zajebać) a także problemy w szkole i pretensje nauczycieli, tak więc postanowiłem się pozbyć mego pięknego Iroka. Po gimnazjum gdy już trochę zmądrzałem (choć nie do końca) sciełem iroka i rozpocząłem zapuszczanie włosów to znaczy nie zapuszczałem ich tylko po prostu przestałem chodzić do fryzjera. Efektem tego była wielka „szopa” na mojej głowie która nosiłem przez całe liceum.
Ostatnio a dokładnie już w wakacje z wielki żalem pozbyłem się mych długich włosów a złożył się na to kilka czynników. Po pierwsze jak wiadomo z długimi włosami jest wiele problemów, trudności itd. i dużo wygodniej jest mieć włosy krótkie zwłaszcza w upalne lato. Po drugie chciałem zobaczyć jak to jest mieć bardzo krótkie włosy bo już dawno takiej fryzury nie miałem, no i stara mi się znudziła. Po trzecie podobnie tak jak Irokeza długich włosów tez nie akceptowali(bardzo łagodnie powiedziane) co niektórzy ludzie(głównie łysi i napakowani). Byłem już trochę zmęczony stosowaniem taktyki: kopnij w jaja z glana i spieprzaj, bądź gdy przeciwnik jest wyjątkowo silny i wygląda na gościa odpornego na ból i na dodatek szybkiego stosowałem taktykę: tylko spieprzaj (dziadu!). Jako, że jestem bardzo szybki w biegach na krótki dystans i mocno kopie zwykle obydwie taktyki działały. Choć zdarzało się, że za „cfaniakowanie” w długich włosach miałem niezłe obity ryj. No cóż taki już „urok” naszego kraju i mentalności ludzi w nim żyjących, ale nic to bywało gorzej mogli by np. wprowadzić prohibicję to by dopiero była by tragedia.


Y- jak yyyyyyyyyyy………. yyyyyyyyyy nie mam o czym pisać tutaj. Choć jednak są dwa słowa w naszym języku które mogły by się tu znaleźć: Yeti i Yukasz oczywiście jako, że pomiędzy nimi nie ma żadnej większej różnicy nie będę ich o(PiS)ywał, jacy Yeti i Yukasz są (bardzo fajne chłopakY, a w porywach nawet młodzi wilcY) każdy widzi.


Z- jak zakończenie w którym serdecznie przepraszam za marną jakość mojego alfabetu czym pewnie zawiodłem swój elektorat no cóż po następnych wyborach a wszystko wskazuje na to, że bedą szybko trzeba będzie odejść od koryta(chyba, że jak zwykle piwus je zafałszuje). Alfabet pisałem mając bardzo mała ilość czasu, pieniędzy i przede wszystkim alkoholu a na dodatek doskwierał mi brak większości w sejmie i w sumie w senacie też. Nie można też przeoczyć FAKTu, że w ostatnich dniach(cały lipiec) głównie pracuje (bardzo tego nie lubię, nie jestem „ludziem pracy” po prostu) a więc jestem wykończony zarówno fizycznie, psychicznie a także mój wątpliwy intelekt gdzieś w tej robocie został. Tak więc czuje się usprawiedliwiony i jak zwykle bezkarny. Dziękuje za uwagę.

Na koniec cytat z klasyka:
Pozdrawiam 8)

Wróć do „Gry Forumowe”