Widzew Łódź to znana marka nie tylko w Polsce, ale także w Europie. W przeszłości grali w tym klubie tacy zawodnicy jak Boniek, Młynarczyk, Smolarek czy Surlit, klub z robotniczej Łodzi pokonywał takich gigantów jak Manchester United, FC Liverpool czy Juventus Turyn. Dzisiaj niestety na chwilę obecną jest przeciętnym ligowcem, który walczy o odzyskanie dawnej marki. Wszystko zmierza w dobrą stronę, bowiem klub przejął jeden z bogatszych Polaków, założyciel Dominet Banku, Sylwester Cacek. W tym temacie skupimy się jednak na znakomitym włoskim napastniku, który przed sezonem 2005/2006 za namową Zbigniewa Bońka zasilił szeregi czerwono-biało-czerwonych. Mowa oczywiście o Stefano Napoleonim.
Nie od dziś wiadomo, że Zibi jest mocno związany z Italią. Reprezentował barwy Juventusu, Romy a w chwili obecnej posiada nawet dom w Rzymie. Boniek ma słabość nie tylko do samego kraju, ale także do zawodników wywodzących się z Włoch. Nic dziwnego, że postanowił wypróbować kilku z nich, żeby zasilili Widzew. Pierwszym okazał się właśnie Napoleoni.
Stefano urodził się 26 czerwca 1986 roku w Rzymie. Grał w młodzieżowej drużynie Romy, a z US Tor di Quinto wygrał młodzieżowe mistrzostwa Włoch. Był w tym zespole wiodącą postacią, niejednokrotnie ośmieszał innych zawodników, popisywał się wspaniałymi strzałami z dystansu, z przewrotki oraz zapierających wdech w piersiach rajdach przez całe boisko. Zanim podpisano kontrakt, zawodnik przybył na testy do Polski. Zdążył tylko raz potrenować z zespołem i już musiał wrócić do swojej ojczyzny na operację. W większości przypadków trener zrezygnowałby z usług zawodnika, lecz Michał Probierz widział w nim coś nadzwyczajnego. Już po jednym treningu wiedział, że jest to doskonały materiał na gwiazdę.
Ponowny przyjazd do Polski przeciągał się i kibice mieli powody do zmartwienia. Obawiali się, że "Napoleon" nie wróci i co poniektórzy wątpili także w jego umiejętności. Same zapewnienia trenera nie wystarczą, przecież gdyby on był taki dobr
y, zapewne grałby już w Romie, Lazio lub innym dobrym klubie.
Oficjalny debiut nastąpił dość późno, bo dopiero w październiku. Ale z miejsca młody Włoch pokazał, że jest bardzo dobrym piłkarzem. Rozegrał znakomite spotkanie i walnie przyczynił się do pokonania Górnika Łęczna aż 5-1! Nie dość, że zdobył bramkę, to jeszcze przeprowadził kilka znakomitych akcji. Obok Bartłomieja Grzelaka i Bartosza Fabiniaka był najjaśniejszym punktem zespołu w rundzie jesiennej. Bartłomiej Grzelak był uwielbiany w Widzewie, na szacunek pracował bardzo długo. Zdobył koronę króla strzelców w drugiej lidze, zachwycał swoimi umiejętnościami technicznymi - ale ten respekt stracił bardzo szybko - wystarczyło odejść do znienawidzonej przez łodzian Legii. Wtedy już było wiadomo, że to Stefano przejmie pierwsze skrzypce w zespole.
Zdaniem wielu ekspertów Stefano to wschodząca gwiazda ligi, która jednak marnuje się na pozycji pomocnika. Michał Probierz uznał, że najlepiej będzie przesunąć Stefano do ataku. Zastąpi tam Grzelaka i będzie w stanie pokazać swoje ponadprzeciętne umiejętności. W całym sezonie zdobył 5 bramek, co może nie jest fantastycznym wynikiem, jednak styl gry i umiejętności robią wrażenie. Na marginesie warto też dodać, że Włoch grał tylko w 18 spotkaniach ligowych, przy czym połowę z nich rozegrał na pomocy.
W dniu dzisiejszym trwają już rozgrywki Orange Ekstraklasy 2007/2008 i Napoleoni nadal wiedzie prym w łódzkim klubie. Na inaugurację sezonu strzelił bramkę i to nie byle komu, a obecnemu Mistrzowi Polski, Zagłębiu Lubin. Sławomir Szeliga pięknie przerzucił piłkę na lewą stronę, po czym następnie piłkę przejął właśnie Napoleoni i popisał się fantastycznym uderzeniem. Niestety, była to tylko bramka kontaktowa. Zawodnikowi dodało to jednak pewności siebie i przed następnym spotkaniem tym razem z wicemistrzem Polski, PGE GKS Bełchatów zapowiadał w mediach, że znów zdobędzie kolejną bramkę. Obietnicy nie spełnił, lecz za to znów pokazał się z dobrej strony. Młodzian d
woił się i troił, lecz było mu ciężko. Orest Lenczyk z pewnością na odprawie przedmeczowej powiedział swoim zawodnikom, że za wszelką cenę muszą kryć Napoleoniego. I rzeczywiście tak było, obrońcy nie dawali mu żyć, po meczu był poobijany, lecz i tak pokazał się z dobrej strony. Widać ogromne serce do gry, które zostawia na boisku. Miejmy nadzieję, że tylko nie przypłaci za to tak jak Marek Citko.
Pomimo tego, iż "Napoleon" nie potrafi się porozumiewać dobrze w języku polskim, jest bardzo lubiany i szanowany wśród kolegów z drużyny. Najlepiej dogaduje się z Josephem Dayo Oshadoganem, naturalizowanym Włochem, który ma za sobą grę w AS Monaco i AS Romie. Pomimo różnicy wieku aż 10 lat, świetnie się dogadują i widywani są w łódzkich klubach. Nie balują jednak tak jak inni, tylko spotykają się tam żeby podyskutować, spędzić mile czas. Stefano potrafi zachować zimną krew nie tylko na boisku. Na testy do Widzewa przybył Mirko Di Francesco, obydwaj Włosi przebywali w jednym pokoju hotelowym. Nagle Napoleoni zauważył, że z Mirkiem jest coś nie tak. Od razu zadzwonił do klubowego lekarza, który zaś wezwał pogotowie. Niestety Mirko dostał zapalenia wyrostka i powrócił do Włoch. Piłkarz szybko powrócił do zdrowia, lecz niewiadomo jakby to się skończyło, gdyby nie szybka reakcja Stefano.
Podsumowując Napoleoni jest bardzo utalentowanym, ligowym zawodnikiem. Przykłada się do treningów, walczy na każdym meczu i jest zawodnikiem wszechstronnym. Potrafi przeprowadzić rajd po lewej flance i dośrodkować do lepiej ustawionego partnera, jak i przedryblować kilku obrońców i fantastycznie wykończyć akcję. Jest piekielnie szybki i posiada znakomite umiejętności techniczne. Jedyną wadą jest to, że zbyt często przeprowadza indywidualne akcje. Lecz z drugiej strony ma to też swoją drugą, lepszą stronę medalu, bo obecnie w naszej rodzimej lidze brakuje zawodników przebojowych, odważnych. Być może jest to zasługa południowego temperamentu.
Jeśli piłkarz nadal będzie się tak rozwija
ć, to prawdopodobnie długo już nie pogra w Widzewie. Stefano ma potencjał, żeby grać w Europie, jednak do innego klubu mu nie śpieszno. "Wiele zawdzięczam Zbigniewowi Bońkowi i jestem zadowolony z pobytu w Widzewie. Nadal chcę się pokazywać tutaj z jak najlepszej strony". I na razie z pewnością się pokazuje. Inni zawodnicy rodem z zachodniej Europy wielkiej kariery w Polsce nie zrobili. Massimiliano Lezzi z Polonii Warszawa był pierwszym Włochem w naszej rodzimej lidze. Jednak sam fakt, że pochodził z ojczyzny Mistrzów Świata nie wystarczył, żeby zrobić wielką karierę. Wystąpił zaledwie w trzech spotkaniach. Kolejnym nieudanym przykładem jest Uli Borowka. Przybył do Łodzi z VFL Bochum, w czasie kiedy Widzew święcił triumfy na arenie krajowej. Nie zasłynął jednak z dobrej gry, a z częstego odwiedzania łódzkich pijalek i burdelów, oraz częstych pobić żony. Całe szczęście, że Stefano jestem zarazem dobrym piłkarzem, jak i ułożonym człowiekiem. Gdyby tylko było więcej zawodników jego pokroju w Widzewie, zapewne duma robotniczej Łodzi znów walczyłaby o mistrzostwo.



