Każdy żyje Gołotą, ale nikt nie wspomni o tym, że Kostecki powrócił. Mało tego, że powrócił - poderwał z ziemi rywala. Mój dziadek, który oglądał w swoim życiu już masę walk (w tym takich sław jak Kulej, Pietrzykowski, etc) stwierdził, że czegoś takiego jeszcze nie widział. Żeby siła ciosu uniosła zawodnika - tak, że stracił kontakt z podłożem. Swoją drogą to co opowiadał "Cygan" to niemal jak w filmie - ćwiczenie, bieganie, brzuszki w celi wszystko by powrócić.
Co do Andrzeja to można się z niego śmiać i drwić, ale chłop miał / ma talent. Zabrakło tylko kogoś kto opanował by jego psychikę. Czy wygra z Nigeryjczykiem to się okaże - nie widziałem w akcji tego "mistrza" więc spekulować nie mam zamiaru.



