najbardziej mnie bolało wczoraj, że właściwie nie było walki w środku pola. momentami marsylczycy klepali jak chcieli (przypomniał mi się od razu mecz również na Anfield, kilka lat wstecz, z Barceloną, bodajże w Pucharze UEFA. kilkadziesiąt bez przesady podań i śliczna bramka, o ile się nie mylę, Overmarsa). nie idzie - ok, słabszy dzień - ok, ale bez gryzienia trawy nawet z ogórkami nie da się wygrać. stara piłkarska prawda, ale prawdziwa piłkarska prawda
mimo wszystko jestem dobrej myśli.



