Może to wszystko trochę wyolbrzymiłem, ale to pewnie z powodu mojej niechęci do większości amerykańskich sportowców. Niemniej jednak trzeba przyznać, że USA to kraj należący do czołówki tych, w których jest najwięcej przypadków o stosowanie środków dopingujących.Yukasz pisze:A wcześniej pisałeś o Amerykanach jako o 'zdopingowanym m.in. przez kolarstwo narodzie'. A żeby wysuwać takie tezy na podstawie dwóch kolarzy (ktoś jeszcze z USA? pewnie nie tylko oni z Amerykanów sie koksowali ale tym o których nie słyszeliśmy nic nie udowodniono) jest trochę dziwne przynajmniej jak dla mnie Rolling Eyes
Stara szkoła NRD wychodziYukasz pisze:To w takim razie co powiedzieć o innych kolarskich krajach jak choćby Niemcach czy innych Question Oni wg ciebie pewnie żyją dzięki koksowi
Odgrzebałem taki artykuł z przed roku:Yukasz pisze:Jak pisałem do tej pory Arsmtrong się nie przyznał do koksu a nikt mu tego nie udowodnił.
Lance Armstrong podczas swojej walki z rakiem przyznał się lekarzowi do stosowania środków dopingujących, między innymi erytropoetyny (EPO) - podał francuski dziennik Le Monde.
Według materiału zebranego przez sąd w Dallas, siedmiokrotny zwycięzca Tour de France w 1996 roku przyznał się lekarzowi Indiana University Hospital do zażywania środków dopingujących. Armstrong zmagał się wtedy z rakiem. Lekarz pytał go o stosowanie dopingu w związku z prowadzneniem terapii.
W obecności lekarza i swojej żony Armstrong przyznał się do stosowania erytropoetyny, testosteronu, hormonów wzrostu i kortyzonu. Armstrong, siedmiokrotny zwycięzca Tour de France, zawsze zaprzeczał, jakoby kiedykolwiek stosował niedozwolone środki.
Francuski dziennik sportowy, "L'Equipe" pisał w sierpniu zeszłego roku, że ma dostęp do protokołów laboratoryjnych z badań antydopingowych podczas Tour de France w 1999 r., według których aż sześć próbek pobranych od Armstronga zawierało ślady środków dopingujących.
Ja mimo wszystko nadal nie mam zamiaru wierzyć w jego niewinność, bo to co on wyprawiał po przebyciu tak ciężkiej choroby jaką jest rak, to się w głowie nie mieści. Nowotwór na pewno znacznie osłabił organizm Amerykanina i do tego nie ma żadnych wątpliwości (różne chemioterapie i inne rzeczy). I Armstrong po przebyciu raka wrócił na touru i przez kolejne lata wygrywał go w wielkim stylu. Dla mnie takie rzeczy są niemożliwe, bez wspomagania sie niedozwolonymi środkami. Popatrzcie na to z obiektywnej strony, a nie tylko od strony kibica Amerykanina, bo wtedy jest pewne, że nie będziecie chcieli dopuścić do Siebie myśli o dopingowaniu się przez Waszego idola. Tak, więc jak już mówiłem takich rzeczy jakich dokonywał Lance nie można dokonać bez dopingu, zwłaszcza po przebytej tak ciężkiej chorobie jak rak. To nie jest żaden cyborg ani robot, który ma niespożyte sił, on musiał stosować doping, aby dokonać takich rzeczy jakich dokonał. Za tym, że Armstrong stosował doping przemawia również fakt, że współpracował z Dr.Ferrarim - człowiekiem skazanym za udostępnianie dopingu kolarzom w czasach dominacji Amerykanina. Zresztą sam doktor mówił, że pomagał w niedozwolony sposób Armstrongowi, lecz Lance jakoś potrafił się wywinąć od postawionych mu zarzutów.



