Zaczne od tego ze nie lubie deskorolek.Nawet bardzo.Marta M. pisze:Nie lubie tej wloskiej filozofii futbolu.. badzo nie lubie.. Wszystko zaczelo sie od Euro 2000, wtedy poznalam termin catenaccio, Wlosi z ta swoja zelazna defensywa doszli az do finalu i jednoczesnie stali sie najbardziej nielubiana przeze mnie reprezentacja.. Pozniej pamietam jeszcze taki sezon, w ktorym do polfinalow Ligi Mistrzow doszly az 3 wloskie druzyny.. W finale zagral wtedy Juventus z MIlanem i smialo mozna powiedziec, ze byl to najnudniejszy final od poczatku istnienia LM.. zreszta polfinalowe derby Mediolanu byly niewiele lepsze.. Nie wiem czy na podobnym poziomie stoja/staly mecze w SerieA, bo ich nie ogladam i po tych dosc traumatycznych przezyciach nie mam zamiaru ich ogladac..
Pamietam jak kiedys chcialem nauczyc sie jezdzic na deskorolce.Wszystko zaczelo sie od tego gdy poznalem dziewczyne ktora leciala na tak zwanych skejtow.
Dwa razy upadlem na dupe raz zrobilem sobie peeling kolan.Od tamtej pory Chlopaczek nie zasuwa (catenaccio?) na deskorolce.
Nie wiem czy ktos potrafi dobrze jezdzic na deskorolce i czesac triki jak w Tony Hawk's.Nie wiem nie interesuje sie tym rysa na psychice i wspomnienie startej skory sa zbyt silne.Niemal traumatyczne.
Nikt mi nie wmowi ze jezdzenie na deskorolce jest fajne.


