Filozofia włoskiej piłki

Awatar użytkownika
'Del Piero'
Pierwszy Skład
Pierwszy Skład
Posty: 409
Rejestracja: 28 lip 2004, 12:57
Reputacja: 0
Lokalizacja: Stąd

Post autor: 'Del Piero' » 21 lis 2007, 16:59

Danielinho90 pisze:
fieldy pisze:gówno prawda
Ostrzezenie! Ja bym pewnie dostal.
Wszystko jeszcze przed Tobą
Bienias pisze:Chlopaczek Łukasz_ ale czemu sa bardziej fanatyczni od np angielskich hoolsow. Argument z oprawami ok ale na wyspach to nie jest praktykowane a np wyjazdy frekwencja ogladanie meczow zycie futbolem jest parokrotnie wieksze niz np we Wloszech.
Skąd wnioski, że "życie futbolem (w anglii) jest parokrotnie wieksze niz np we Wloszech." :| :?: Zapraszam do artykułu Piotra Kowalczuka (wkleiłem jego treść poniżej), ktory ma porównanie w tym temacie, bowiem przed przyjazdem do Włoch był dziennikarzem BBC w Londynie.

Aż żal bylo patrzeć gdy grupa kibiców Romy, przy stanie 7-2 dla manu, przekrzyczała caly stadion kibicow manchesteru (w sumie co tu bylo do przekrzykiwania skoro aplauz wywołują tylko triki c. ronaldo)

Zico_FCI pisze:
A masz co do tego wątpliwości, że są bardziej fanatyczni niż Anglicy, Hiszpanie czy np. Niemcy? :shock:

Akurat w tym elemencie sa swietni. w koncu caly ruch narodzil sie u nich.
Ale kartoniady takiej jak Barca nigdy nie beda mieli:p

[/quote]

Oho... te kompleksy, zawsze trzeba cos dodać... ale w czym lepsza jest ta kartonada od niesamowitych opraw we Włoszech? Poza tym, kartonada barcy to incjatywa klubu, w Italii wszytsko przygotowują kibice, którzy stoją przez cały mecz,ani przez chwilę nieprzestając spiewać...


Zrobił nam się nowy temat. Tutaj ciekawy artykuł:

Futbol - druga religia Włochów

Futbol we Włoszech to unikalny fenomen społeczny o równie unikalnej genezie, do dziś dalece różny od tego, co wokół piłki dzieje się gdzie indziej. To, że Włosi są teraz mistrzami świata, nie powinno nikogo dziwić. Zastanawiać natomiast może to, że zaledwie cztery razy w historii zdobyli tytuł. Bo futbol we Włoszech to nowa religia. Ma swoich męczenników, świętych, apokryfy, miejsca kultu i proroków. Fenomen nierzadko wymyka się logice. Łatwiej go opisać niż wytłumaczyć.

Futbol - hobby milionerów i ludzi na świeczniku

Od krajów futbolocentrycznych (Brazylia, Argentyna, Anglia, Hiszpania) Włochy odróżnia to, że jak w żadnym innym kraju, futbolem zajmują się tu najpotężniejsi i najbogatsi obywatele. W Serie A ścierają się ze sobą świetne drużyny, ale przede wszystkim rozbuchane ego potężnych mężów. Juventus to od trzech pokoleń własność Agnellich od Fiata, Milan to oczko w głowie najbogatszego człowieka w kraju, Silvio Berlusconiego. Inter należy do rodziny nafciarzy Morattich, którzy w Mediolanie cieszą się statusem podobnym jak klan Kennedych w Bostonie. Potęgę Parmy zbudował największy aferzysta świata, Calisto Tanzi, twórca największej czarnej dziury finansowej. Wraz z Parmalatem utopił 14-16 mld euro. Dzisiejsza Fiorentina zaspokaja próżność braci Della Valle i jest reklamowym dodatkiem do zapierających dech kobietom w całym świecie butów i torebek Tod's.
Bo we Włoszech klub futbolowy nie służy właścicielowi do zarabiania pieniędzy jak w Anglii czy w Niemczech. To kwestia o wiele ważniejszego prestiżu, jak garnitur Gucciego czy samochód ferrari. Bardzo źle robi na kieszeń, ale świetnie na samopoczucie. Prezesowanie futbolowemu klubowi we Włoszech nobilituje, zapewnia popularność, występy w tv i okładki kolorowych czasopism. Jak pokazała kariera Berlusconiego, futbolowy sukces potrafi też wynieść na fotel premiera, i to dwukrotnie. Dlatego rachunek ekonomiczny we włoskiej piłce po prostu się nie liczy, włoskie kluby zarabiają rocznie 2 mld euro, ale wydają o wiele, wiele więcej. Przeciętna pensja piłkarza w serii A już trzy lata temu przekroczyła milion euro rocznie. Wyjątkowy status zapewniają futbolowi we Włoszech nie tylko potężni prezesi. Obecność na trybunach czy w telewizyjnym programie piłkarskim to też bezpłatna reklama dla artystów i polityków. Ze swoimi piłkarskimi sympatiami obnoszą się tu wszyscy - od Pavarottiego po Adriano Celentano. Nestor włoskich polityków, Giuliano Andreotti, kibicuje Romie, a komunista Fausto Bertinotti, obecnie przewodniczący Izby Deputowanych. Milanowi superkapitalisty Berlusconiego. Były prezydent Ciampi od lat pojawia się na stadionie Livorno, były szef MSZ i przewodniczący Sojuszu Narodowego, Gianfranco Fini, wraz z małżonką rzadko opuszczą mecz Lazio. Do parlamentarnego Klubu Przyjaciół Juventusu należy 250 deputowanych i senatorów. Porównywalną liczbę zorganizowanych sympatyków wśród ustawodawców mają Milan i Inter. Oczywiście nie robią tego wyłącznie z wyrachowania, a przede wszystkim z odziedziczonej po rodzicach i dziadkach pasji. Pewnie tylko dlatego 5 lat temu przeszła skandaliczna ustawa, pozwalająca klubom piłkarskim rozłożyć długi na 10 lat. W ten sposób najbogatszy włoski sport otrzymał premię za rozrzutność. Walczący pracowicie o przetrwanie włoscy rzemieślnicy i sklepikarze mają na uporządkowanie ksiąg rachunkowych 2 lata. Włoskiemu parlamentowi musiała przemówić do rozsądku Komisja Europejska i ustawę trzeba było wycofać.

Tak powszechne zainteresowanie futbolem włoskich elit nadaje grze niemal arystokratycznego poloru (włoski następca tronu Emanuele Filiberto kibicuje Juventusowi). Pewnie z tego powodu Gianluca Vialli, była gwiazda Juventusu i reprezentacji, zdecydował się na karierę piłkarską, mimo że jest arystokratą i pracować dla pieniędzy nigdy by nie musiał. Oczywiście futbolowa kariera kojarzy się z ogromnymi pieniędzmi, ale też z przynależnością do elity. Może dlatego bogatsi włoscy rodzice za słone pieniądze wysyłają aż 3 miliony dzieci do elitarnych szkółek piłkarskich, i to już od wieku 8 lat.

Tifosi - wierni nowej religii

Naturalnie solą włoskiego futbolu są jego kibice. Czyli niemal wszyscy Włosi bez wyjątku. Tu oświadczenie, że ktoś nie interesuje się piłką, praktycznie dyskwalifikuje towarzysko. Trudno się dziwić, skoro 27 najliczniej oglądanych audycji telewizyjnych to mecze włoskiej reprezentacji i wielkich klubów (rekord - 27 mln telewidzów, 87% oglądalności dzierży półfinał MŚ 1990 Włochy - Argentyna), a dopiero na 28 miejscu plasuje się festiwal w San Remo. Poświęcona głównie piłce "Gazzetta dello Sport" popularnością nie ustępuje największemu włoskiemu dziennikowi "Corriere della Sera". Przed derbami Rzymu (Lazio - Roma) czy Mediolanu (Milan - Inter) wszystkie największe ogólnokrajowe dzienniki drukują 16-stronicowy dodatek, mimo że i tak ich strony sportowe mają często objętość naszego "Przeglądu Sportowego". Bogaty dział futbolowo-sportowy ma związany z Konferencją Episkopatu Włoch dziennik "Avvenire". Czołowe włoskie kluby sprzedają co sezon od 40 do 60 tys. karnetów, a ponad 3 mln Włochów płaci 720 euro rocznie, by oglądać mecze Serie A i Ligi Mistrzów w tv Sky Sport. Nic więc dziwnego, że w marcu informacja o kontuzji Francesco Tottiego, a potem o rekonwalescencji, otwierała dzienniki radiowe i telewizyjne. Futbol ma we Włoszech bezwzględny priorytet, tak w mediach, jak w polityce. Kilka lat temu trzeba było w największych miastach zorganizować wybory balotażowe na burmistrzów, bo dwa tygodnie wcześniej żaden z kandydatów nie zdobył większości głosów. Kolidowały z kolejką ligową. Dziennikarz spytał szefa MSW, czy w związku z tym odwoła mecze. Minister wyjaśnił krótko: Moim zadaniem jest zorganizować wybory, a nie wywołać rewolucję.

Od futbolu nie uciekniesz

Praktycznie we Włoszech od futbolu nie ma ucieczki. Gdy pierwszy raz wybrałem się tu do lekarza, pan doktor rozpoczął konwersację: Boniek, Lato, Deyna. Świetni piłkarze. Bo Włosi często właśnie tak nawiązują rozmowę, jak Anglicy uwagami o pogodzie. W czasie mistrzostw Europy 2000 poszedłem się ostrzyc. Zbliżał się mecz z Holandią. Z salonu damskiego dobiegała ożywiona dyskusja dwóch starszych pań w papilotach o tym, kto powinien grać we włoskim ataku. Obsługujący mnie mistrz nożyc nie wytrzymał, bez słowa porzucił stanowisko pracy i pognał do pokoju pań. Jął tłumaczyć, że przecież Totti powinien grać nieco z tyłu, za dwójką Del Piero i... Del Vecchio. Tego było paniom za wiele. Praca stanęła, dyskusja rozlała się na cały zakład. Za chwilę już wszyscy byli na nogach i młócili powietrze rękami. Kiedy wreszcie mocno wzburzony pan fryzjer powrócił do mojego fotela, miał mord w oczach, a w ręku brzytwę. Zmieniłem fryzjera. Nowy to starszy, spokojny pan. Wiedząc, że jestem Polakiem, umila mi czas opowieściami o Zibim z czasów, kiedy Boniek grał w Romie.

Naturalnie w futbolowej dyskusji biorą tu udział wszyscy. Kardynał Tarcisio Bertone, który 15 września zastąpił na stanowisku watykańskiego sekretarza stanu kard. Angelo Sodano, jest przysięgłym kibicem Juventusu i regularnie komentuje wydarzenia futbolowe we włoskich mediach. Oceniając stronniczego sędziego Moreno, który pomógł Korei wyeliminować Włochów podczas MŚ 2002, powiedział: Mylić się jest rzeczą ludzką, ale mylić się konsekwentnie to już rzecz diabła. Ostatnio żartował, że stworzy futbolową reprezentację Watykanu.

Gdzie jest Robi Baggio?

Przed wyjazdem na MŚ do Japonii i Korei w 2002 r. włoskie media i kibice prowadzili kampanię na rzecz Robiego Baggio, by trener Giovanni Trapattoni wziął go do reprezentacji. Baggio miał już wtedy 35 lat i właśnie wyleczył się z bardzo groźnej kontuzji. Ale dzięki piłkarskiemu geniuszowi, znakomitej postawie w dwóch poprzednich edycjach MŚ był bożyszczem kibiców, którzy koniecznie chcieli, by nadal prowadził włoski atak. Jednak trener się nie ugiął. Włochy popadły w histerię. Pod siedzibą włoskiego związku futbolowego pojawiły się tysiące protestujących fanów z transparentami: Trap! Ty morderco! Zabiłeś nasze marzenia! Reprezentacja odleciała do Japonii i polemika siłą rzeczy umarła. Przynajmniej tak się wydawało trenerowi. Trapattoni, którego siostra jest zakonnicą, to człowiek bardzo religijny, związany z Opus Dei. To właśnie on kropił ławkę wodą święconą. Po przyjeździe do Japonii zaczął rozglądać się za księdzem, który w ośrodku treningowym mógłby odprawiać msze. W końcu znalazł pracującego od kilkunastu lat w Japonii włoskiego misjonarza. Ksiądz stawił się w ośrodku, ale zanim przystąpił do rzeczy w zaimprowizowanej w jednej z sal kaplicy, rozejrzał się wokół, zlustrował wszystkich piłkarzy i krzyknął: No jak to?! A gdzie jest Robi Baggio?

Futbol przedmiotem filozoficznej zadumy

Futbol jest przedmiotem refleksji kolejki w moim narożnym sklepiku, który w czasie ważnych wydarzeń piłkarskich, podobnie jak pobliski bar, zamienia się w klub dyskusyjny. O futbolu z identyczną pasją rozprawiają włoscy artyści w filmach i piosenkach, pisarze w książkach, filozofowie i znawcy kultury w uczonych traktatach. Dzięki nim włoska refleksja futbolowa sięga intelektualnej stratosfery, w którą spośród komentatorów sportowych zapuszczają się z rzadka tylko Anglicy, a czasem z wizytą wpadnie Jerzy Pilch. Kiedyś z tych wysokości przemawiał do nas Bohdan Tomaszewski. Może dlatego Włosi patrzą na futbol inaczej, w szerszym kontekście. Sposób, w jaki gra drużyna, nie jest dla nich efektem przyjętej taktyki, a wyrazem ogólnej, życiowej filozofii zapisanej w kodzie genetycznym narodów. Massimo Gramellini po zwycięstwie Włoch nad Czechami podczas ostatnich MŚ napisał w "La Stampa": To był futbol po włosku. Brzydki, ale skuteczny. Catenaccio. Tradycyjna włoska potrawa futbolowa z zaledwie dwóch składników: ostrożności i sprytu. Defensywa to również nasz włoski sposób na życie. Niech inni obmyślają wielkie, twórcze scenariusze i strategie. My potrafimy je tylko świetnie obracać w niwecz. Gdy zmusić Włocha do rozdawania kart, to albo oszuka, albo się zdenerwuje, albo wszystko popsuje. Ale gdy nie musi prowadzić gry, z kart które mu dadzą do ręki potrafi wyczarować cuda. Tak Fabiusz Kunktator wygrał z Hannibalem i tak w Hamburgu Lippi wygrał z Czechami.

Dla tych wszystkich powodów włoski futbol jest zjawiskiem wyjątkowym. Z pasją do futbolu Włosi rodzą się i umierają, to dla nich sens i filozofia życia. Sprawdzian własnej wartości, powód do ogromnej dumy i bezbrzeżnego wstydu. Dlatego co pewien czas zostają mistrzami świata. Gdy Fabio Grosso 9 lipca strzelił w Berlinie ostatniego karnego do francuskiej bramki, sprawozdawca telewizyjny łamiącym się głosem powiedział: Jak pięknie dziś być Włochem. A zaraz potem na włoskie ulice i place wyległo 20 mln mieszkańców.

Autor: Piotr Kowalczuk; dziennikarz BBC w Londynie, Warszawie, od 2000 r. w Rzymie. Po rozwiązaniu polskiej sekcji BBC korespondent radia VOX. Współpracuje z "Rzeczpospolitą", "Przekrojem", TVN24 i Canal Plus.
Wyszukał: Fruwak
Źródło: Przegląd Powszechny
Ostatnio zmieniony 21 lis 2007, 17:05 przez 'Del Piero', łącznie zmieniany 1 raz.

Wróć do „Włochy”