Juz sama konsultacja na zgrupowaniu kiedys uprawniala mlodych do nazywania siebie kadrowiczem. Fakt faktem ze wielu gralo tez w reprezentacjach wojewodzkich ale znam chlopaka ktory trafil do Wisly przez Warszawe.
Korzym sam nie wiem co sie z nim stalo ale od samego poczatku bylem sceptycznie nastawiony do jego gry w Warszawie. Jakos nie chcial odejsc za granice a mial ku temu mozliwosci a wybral Legie. Chyba do pracowitych nie nalezal i liczyl ze talentem wejdzie do pierwszego skladu. Moze chcial zostac drugim Kowalczykiem?


