Villarreal CF (zbiorczy)

Awatar użytkownika
dimhil.haz
Podawacz Piłek
Podawacz Piłek
Posty: 3
Rejestracja: 09 gru 2007, 9:12
Reputacja: 0
Lokalizacja: Lublin

Post autor: dimhil.haz » 26 maja 2008, 9:36

Jest koniec sezonu 2004/2005, Villarreal zajmuje trzecie miejsce w ligowej tabeli. Wielu przeciera oczy ze zdumienia, nadal niedowierzając, że taki mały klub zaszedł tak daleko, zostawiając za sobą takie kluby jak Valencia, która rok wcześniej ograła El submarino amarillo w półfinale Pucharu UEFA i ostatecznie zwyciężyła w całych rozgrywkach. Po raz pierwszy w historii klubu, piłkarze mają szanse zagrać w Lidze Mistrzów. I zagrali, ale nikt chyba nie spodziewał się, że zajdą tak daleko.

W trzeciej rundzie eliminacyjnej piłkarze Villarreal dostali za rywala angielski Everton. Klub znacznie bogatszy, utytułowany, ograny na europejskiej arenie. Pierwszy mecz Żółte Łodzie Podwodne wygrywają 2:1 na wyjeździe, dzięki czemu powoli przekonują do siebie gazety. Aczkolwiek angielska prasa pisała raczej o „wpadce” Evertonu, niż o zasłużonym zwycięstwie Villarreal. Ale w meczu rewanżowym nasi gracze potwierdzili swoją klasę, ponownie ogrywając Everton 2:1 i awansując tym samym do fazy grupowej Champions League. W grupie Villarreal znalazł się z innym angielskim klubem – Manchesterem United, a także Beficą Lizbona i rewelacją francuskiej Ligue 1 – OSC Lille. Mało kto dawał im szanse na awans, ale piłkarze grali swoje. W pierwszym meczu podejmowali na własnym stadionie wielki Manchester United. Meczu tego nie przegrali, co więcej – byli zespołem lepszym niż Czerwone Diabły, ale mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 0:0. W rewanżu także nie padły żadne bramki. Ogólnie Villarreal zremisował cztery z sześciu spotkań, dwa wygrywając i tracąc tylko jednego gola! Sensacja stała się faktem – malutki klub z Hiszpanii zajmuje pierwsze miejsce w grupie, a wielki Manchester ostatnie. Dla kibiców Żółtych Łodzi Podwodnych był to już ogromny sukces, ale piłkarze chcieli czegoś więcej. W 1/8 finału Villarreal trafił na zespół Glasgow Rangers. Znów padły dwa remisy, a nasz klub przeszedł dalej dzięki bramkom na wyjeździe. W Glasgow nasi kibice mogli liczyć na pomoc zaprzyjaźnionych kibiców Celticu. W kolejnej rundzie czekał już Inter Mediolan. Pamiętam jak obawiałem się pierwszego meczu, ale jednocześnie czułem, że wszystko jest możliwe, że nasi piłkarze mogą awansować. Pierwsza minuta spotkania na Stadio Giuseppe Meazza i Diego Forlan strzela gola. Wielka euforia wśród kibiców Villarreal nie trwała długo, bo już w siódmej minucie wyrównał Adriano, a chwilę po przerwie gola na wagę zwycięstwa zdobył Martins. Ale jak okazało się tydzień później, golem na wagę złota była bramka Forlana, gdyż Villarreal wygrał z Interem na własnym stadionie 1:0 i awansował do półfinału dzięki bramce na wyjeździe. W dwumeczu z Interem Juan Roman Riquelme przechodził samego siebie, grał fenomenalne zawody. Villarreal w półfinale, kto by pomyślał? Przecież niektórzy nie dawali im szans na wyjście z grupy. Jak skończyła się przygoda Villarrealu w Lidze Mistrzów każdy wie, i każdy też wie co by było, gdyby Riquelme wykorzystał rzut karny. Nie mam do niego żadnych pretensji, bo mieć nie mogę. Przecież to głównie dzięki jego fantastycznej grze Villarreal zaszedł tam, gdzie zaszedł. Mimo że odpadli z Arsenalem, który ostatecznie także nie wygrał tego trofeum, ten sezon można było uznać za wspaniały, historyczny.

W kolejnym sezonie w lidze nie było już tak łatwo. Villarreal grał w kratkę, tracił głupie punkty, „biegał” po całej tabeli. Ostatecznie nie załapał się na miejsce premiowane awansem do Ligi Mistrzów, na pocieszenie został Puchar UEFA. Riquelme nie czarował już jak kiedyś, a nawet popadł w konflikt z prezesem i trenerem, co skończyło się na tym, że Argentyńczyk wylądował na wypożyczeniu w Boca Juniors, i wygrał Copa Libertadores, będą zdecydowanie najlepszym piłkarzem turnieju. Przed sezonem 2007/2008 wrócił, kibice oczekiwali, że będzie grał jak w Boca, a on nie grał wcale. Konflikt z trenerem nie został wyjaśniony i w zimie Riquelme odszedł definitywnie do Boca Juniors. Niemniej jednak był to jeden z najwybitniejszych o ile nie najwybitniejszy piłkarz grający w tym klubie. Villarreal na dzień dobry ograł Valencię 3:0, by tydzień później na własnym stadionie przegrać 5:0 z Realem Madryt. Jednak Villarreal grał równo, utrzymywał się w miejscach premiowanych awansem do europejskich pucharów. W decydującej fazie sezonu, będąc na trzeciej pozycji, przeskoczył w tabeli Barcelonę i drugiego miejsca nie oddał do końca. Po roku przerwy, Liga Mistrzów wraca na El Madrigal!

Czego można się spodziewać po naszych piłkarzach w przyszłym sezonie? Ciężko będzie dojść do półfinału Ligi Mistrzów, jak uczynili to dwa lata wcześniej. Ciężko będzie zająć drugie miejsce w lidze. Ale nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli prezes dotrzyma słowa i nie będzie sprzedawał najlepszych piłkarzy (niedawno odrzucił ofertę Fiorentiny, która oferowała 25 milionów € za Giuseppe Rossiego) a wzmocni skład odpowiednimi piłkarzami, to kto wie? Może znów Żółte Łodzie Podwodne staną się rewelacją w najbardziej elitarnych rozgrywkach piłkarskich na Starym Kontynencie? Nie ma w klubie już Forlana, nie ma Riquelme. Ale jest Nihat, jest Fernandez, który mam nadzieję, obudzi się na dobre w przyszłym sezonie. Do klubu najprawdopodobniej dołączy Edmilson, a więc zawodnik bardzo doświadczony i ograny w europejskich pucharach. Oglądając wczoraj finał Champions League, pomiędzy Manchesterem United i Chelsea Londyn, pomyślałem, jak pięknie by było, gdyby to Senna mógł wznieść kiedyś ten puchar. No właśnie, kiedyś. Mam tylko nadzieję, ze nie będziemy musieli znów przeżywać tego, co miało miejsce dwa lata temu.

Wróć do „Hiszpania”