Miejsca na takie cuda w sporcie nie ma, dwie kompletne nieznane Chinki startują na pierwszej wielkiej imprezie i obydwie biją rekord świata
Spójrzcie na innych rekordzistów - same wielkie nazwiska, od wielu lata pracujący na swój sukces.
Zresztą o czym tu gadać, w przypadku chinskich pływczek to już można mówić o tradycji. Szkoda tylko bo medal wręczony na igrzyskach trochę inaczej smakuje niż później przy zielonym stoliku.



