Na początku małe stwierdzenie: uważam że Michael Phelps jest genialnym sportowcem, wręcz niewiarygodnym i w pełni zasłużył na wszelkie pochwały pod jego adresem. Jednak mimo tego że zdobył worek złotych medali dla mnie Bolt zwyczajnie "ukradł mu show". Jako jedyny człowiek w historii wygrał oba sprinterskie dystanse ustanawiając na każdym niewiarygodne rekordy świata (przez wielu wynik Johnsona był uważany za niemożliwy do poprawienia) i zrobił to w "kosmicznym" wręcz stylu (to co zrobił na 100m jest nie do uwierzenia). Powiem także wprost: znacznie bardziej cenię rekord świata w biegach (zwłaszcza sprintach) niż w pływaniu. Nie odbieram Amerykaninowi tego co zrobił, wyczyn jego jest wręcz monumentalny, ale to osiągnięcie Bolta będę pamiętam zapewne do końca moich dni, bo dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Dlatego właśnie uważam że to Jamajczyk jest największym bohaterem IO.arek_ahig pisze:Calkowicie sie z toba nie zgadzam. On po prostu nie mogl go przycmic. Micheal byl fenomenalny. Pobil wszytskie mozliwe rekordy medalowe. Prawie za kazdym razem bil rekord swiata. On jest zdecydowanie najwieksza gwiazda tych igrzysk. Wlasciwie po krotkim zastanowieniu... gwiazda wszechczasow.



