No i skończyło się 1:1. Chyba sprawiedliwie, bo choć mieliśmy raczej przygniatającą przewagę, to Celtic nie tylko się w tym meczu bronił i nie brakowało Szkotom ambicji. Wsadzali często głowę, tam gdzie inni baliby się wsadzić nogę. Wprost rzucali się DIabłom pod nogi i zasłaniali większość strzałów ciałami. Nie wiem czy istnieje jakiś frazeologizm szkocki typu "obrona Glasgow" jak nasza "obrona Częstochowy", ale myślę, że powinien. Dzisiaj tak to trochę wyglądało. Ale w końcu się udało. Ronaldo uderzył bardzo mocno i nadał piłce sporą rotację, no i Artur się pogubił. Dobił Giggs. W końcówce Berba miał prawdziwą meczówkę. No i zawalił.
Ale wynik do przyjęcia. W przyszłym tygodniu gramy na wyjeździe z Żółtą Łodzią Podwodną i będzie to najprawdopodobniej mecz o pierwsze miejsce w grupie.



