Co łączy dziś polski futbol z finałami mistrzostw Europy, które 12 czerwca rozpoczną się w Portugalii? Niewiele. Nie zagrają tam nasi piłkarze i nie wystąpią polscy sędziowie. Jedyne, co zbliża dziś Warszawę do Lizbony, to marzenia kilku optymistów, którzy nie tracą nadziei, że za osiem lat podobną imprezę zorganizują wspólnie Polacy i Ukraińcy. Niektórzy przekonują, że warto w to uwierzyć. Wyobrażają sobie mecz otwarcia, w którym Polska podejmuje Anglię na stadionie Śląskim w Chorzowie.
Na pomysł wpadli Ukraińcy. W ubiegłym roku we Lwowie Grigorij Surkis, szef ukraińskiej federacji piłkarskiej, oraz Michał Listkiewicz, prezes
PZPN, podpisali w tej sprawie porozumienie. Oba kraje samodzielnie nie miałyby dużych szans na organizację mistrzostw. Ukraina jest zbyt słaba politycznie, Polska kiepsko przygotowana. Ale razem warto spróbować. - Wy jesteście naszym adwokatem w Europie, potrzebujemy was - przyznaje Surkis. - Bez Ukrainy, która już dziś ma nowoczesne stadiony, trudno by nam było znaleźć siły i odwagę, by walczyć o te mistrzostwa - dodaje Listkiewicz. Na Ukrainie przygotowania już się zaczęły. Trwa rekonstrukcja stadionu Dynama w Kijowie. Całkiem nowe areny będą zbudowane w Dniepropietrowsku (odkryty, za 25 mln euro) i w Doniecku (półodkryty za 150 mln euro). Miesiąc temu prezydent Ukrainy Leonid Kuczma wydał specjalną ustawę o organizacji mistrzostw.
To jest fragment artykułu jaki ukazał się w Newsweeku ...
Co o tym myślicie....
Bo ja na to....
Nie zebym nie był uradowany jak to by do skutku doszło....


