Owszem było by gorzej gdyby zginęli ludzie nie z kancelarii prezydenta a z rządu, ale wyrwa i tak jest bardzo duża. Napisałem, że to armagedon, bo cała sytuacja jak z political fiction.Jakby ci zginęli - rada ministrów, premier, marszałek sejmu, senatu, prezydent - to bylibyśmy dopiero w głębokiej dupie. Cios jest bardzo dotkliwy, ale to nie jest taka sytuacja, że nie ma już nikogo na stanowiskach.
Swoją drogą ciekaw jestem jak bardzo zmieni się podejście społeczeństwa do Kaczyńskiego i Pisu.


