Wypowiem się o dorzeczu Odry - w Głogowie fala ma dojść jutru z rana, mówią, że jest ok ale ludzi ewakuowano. Sam Głogów jest bezpieczny, bo od czasów Niemca wały są tu solidne, ale coś tam się mówi o zalaniu huty. A to byłaby katastrofa ekologiczna na skalę europejską nawet. Nie jestem w Głogowie, a w Poznaniu o wodę się nie martwią.
Ja to się tylko chciałem zapytać, kto pozwolił np w takim Wrocławiu wybudować nowe osiedla na terenach zalewowych rzeki, która jak wyleje to rozlewa się na kilometry od koryta, która w swej przeszłości wylewała niezliczone ilości razy na dużo większą odległość niż ta w 1997 roku. Przecież to nie jest normalne. Czemu ci ekolodzy nie protestują jak są potrzebni tylko pierdzielą coś o szkodliwym skutku eksploatacji gazu z łupków czy o jakiejś tam dolinie jakiejś rzeki gdzie żyje piękny gatunek ślimaka. Nie mogą zrobić hałasu o tereny zalewowe? Wystarczyłoby powiedzieć, że tam będzie woda w razie powodzi - nikt nie powinien tam budować. Od czego są ludzie z RZGW skoro oni nie potrafią nawet dbać o swoje, bo prawo wodne mówi jasno gdzie można stawiać a gdzie nie. 13 lat temu był płacz, przez 13 lat nic się prawie nie zmieniło (całe szczęście, że woda ominęła górskie miejscowości w Sudetach, bo wtedy we Wrocławiu byłaby tragedia).
Sytuacja na Wiśle jest nieco gorsza niż sądzili, jak to powiedział pan Miller? Ja pierdzielę, co robili przez cały poprzedni tydzień na tamie we Włocławku? Czemu nie spuszczali wody żeby móc jej więcej przyjąć? Przecież to jest nielogiczne. Miały być plany budowania kolejnych zapór na dolnej Wiśle to nie, bo się ekolodzy nie zgodzili. Mam gdzieś ekologów, ich zakazy, ich zrównoważony rozwój czy teorię powrotu do natury. Mają się ludzie topić, bo inaczej jakąś łąkę zaleje?
Zbulwersowałem się...


