Mecz na szczycie trzeciej ligi, na którym stawiło się aż 12 tysięcy kibiców. Efektowne zwycięstwo Zagłębia 3:0 i spontaniczny, radosny przemarsz kibiców ze śpiewem na ustach spod stadionu do centrum miasta całą szerokością ulicy. Awans do drugiej ligi z 27 zwycięstwami w 30 kolejkach. Dopiero po latach okazało się, że mecz był kupiony. Ale wspomnienia zostają.
Rok 2005 - niesamowity mecz z ŁKS-em
Mecz pamiętny ze względu na jego przebieg. Zagłębie przegrywało 2:3 do 87. minuty, kiedy to wyrównał Janusz Wolański. Wydawało się już, że mecz skończy się remisem, aż przyszła 91. minuta. Rzut wolny dla Zagłębia, do piłki oddalonej około 35 metrów od bramki ŁKS-u podszedł Tomasz Malinowski i huknął pod poprzeczkę strzelając najpiękniejszego gola jakiego kiedykolwiek widziałem w wykonaniu Zagłębia. Mecz wygraliśmy 4:3.
Rok 2006 - mniej przyjemne wspomnienie z Gdańska
Prowadziliśmy z Lechią na wyjeździe 2:0. Radość była ogromna, gdyż Gdańsk to był wtedy niełatwy teren. Nasi kibice pod koniec meczu śpiewają już o zdobytych trzech punktach. I wtedy staje się coś koszmarnego. W 90' gdańszczanie strzelają bramkę na 1:2 i rzucają się do huraganowych ataków. Przynoszę one skutek w czwartej minucie doliczonego czasu gry. Wygrany praktycznie mecz kończy się remisem 2:2. 550km drogi powrotnej w fatalnych nastrojach.
Osioł z rogami?Chlopaczek pisze:Mi sie podoba. Nie moga pojac za to tego latajacego osla strzelajacego rakietami w Twoim podpisie.


