Prawda jest taka że w dużej mierze wówczas mecze w pucharach zawalali wam bramkarze. O ile czasem gracze z pola dawali rade to nadrobić dość skutecznie zresztą, o tyle w końcu przychodziły momenty takie jak kontuzja Frankowskiego w II poł. rewanżu z Panathinaikosem i jak Majdan wyszedł po piłke a potem się cofną nie wiedzieć czemu aż piłka wpadła - co było babolem, to potem nie miał kto znowu pociągnąć gry (tam jeszcze ktoś z kontuzją kończył mecz i czerwona kartka do tego).piwus pisze:Już parę dobrych lat nie czytałem tego komunału. Widać legijna szkoła - "Boruc, Fabiański, Mucha,m a wy co macie? Haha tylko mistrzostwo Polski i na bramce Pawełka". Hugues nie był dobrym bramkarzem, więc powinieneś liczyć od Sarnata, pod warunkiem, że w Wiśle nie grałby w międzyczasie dobrze Dolha i Majdan.
Tak tak, przed meczami z levadią czy karabachem nawet nie śniłeś że Wisła może odpaść a teraz wymyślasz jacy to rzekomo fatalni zawodnicy wówczas się do tego przyczynili już nie mówiąc o tym żeby chociaż porównywaćpiwus pisze:Następnym razem tak spróbuj, a nie sil się na analizy porównawcze. I nie udawaj, że Skonto było w pobliżu poziomu Wisły.
Różnica między pól-amatorami a "zawodowcami"


