Gdańsk&Wrocław>Lwów&Wilno...i właśnie ta wieś to problem...Boromir pisze: Strata Lwowa to największa tragedia II wojny światowej, nie trzeba chyba mówić, jak ważne było dla naszej historii, a przede wszystkim kultury i nauki to miasto. Teraz dupa zbita już, ale wtedy jeszcze powiat lwowski był względnie Polski. Tylko, że na Ukrainie było wtedy tak, że Polacy rządzili w miastach, a Ukraińcy latali z kosami.
Zdefiniuj ZAWSZE.Wilno to historyczna stolica państwa litewskiego (obojętnie czy to nowożytna Litwa czy Wielkie Księstwo Litewskie).To tak jakbyś napisał za 50 lat,że Kosowo od zawsze jest albańskie,bo żyje tam dajmy na to 2% Serbów.Boromir pisze: Wilno zawsze było nasze. Litwini w czasie międzywojnia stanowili 2% ludności miasta. Generalnie w dawnych granicach Wileńszczyzny to Polacy stanowili tam większość i granice dość dobrze to odwzorowywały. Już więcej tam było Białorusinów niż Litwinów.
Mocno dyskusyjne.Śląsk terra incognita?Tereny będące w posiadaniu II RP na wschodzie były bogate w surowce?Sięgaliśmy pod Morze Czarne czy coś mnie ominęło?Boromir pisze:Więcej szczęścia niż rozumu. W wyniku podziału straciliśmy Lwów i Wilno, ważne ośrodki. Straciliśmy spore złoża gazu i ropy na Ukrainie, które było gwarantem przetrwania COP. Pod względem surowców ziemie odzyskane były terra incognita. Fartem się okazało, że mamy tu Tablicę Mendelejewa w LGOMie i jako takie złoża węglowodorów na Niżu Polskim, mimo to nie dorównujące złożom sprzed wojny. Na złożach Ukraińskich bardzo prawdopodobne, że bylibyśmy samowystarczalni.
Właśnie.Impreza nie do zorganizowania w demokratycznym państwie,poza tym Ukraińców nie było GDZIE przesiedlać.Byli u siebie.Boromir pisze:To akurat wynik przesiedleń.
Wybacz długofalowo (np. do XXIw.) było to NIEMOŻLIWE bez utopienia tamtych terenów we krwi albo masowych przesiedleń.Wczesnej czy później ta grupka ekstremistów bawiłaby się w najlepsze jak ETA czy IRA.Oni tez nie mają poparcia większości społeczeństw,o których 'wolność' walczą.Brudna bomba zdetonowana w Warszawie?Kto wie.Wariant optymistyczny to Katalonia w wersji hard.Też nieciekawie.Marco_Van_Basten pisze: Kresy były do utrzymania, ale sytuacje w dwudziestoleciu międzywojennym na tych terenach psuła niespójna i często zmieniająca się polityka wobec mniejszości narodowych, prowadzona przez polski rząd. Za przykład udanego działania wobec mniejszości ukraińskiej należy uznać "Eksperyment wołyński" (jest to obiegowa nazwa zjawiska, spotykana w historycznych publikacjach), który dzięki zręczności Henryka Józewskiego i jego pozytywnemu nastawianiu do autonomii kulturalnej i instytucjonalnej Ukraińców, przez 10 lat przynosił sukcesy. Nie każdy również pamięta, że w latach w dwudziestych mieliśmy poparcie europejskich mocarstw i ważnych graczy europejskich dotyczące naszych granic wschodnich (słynna Konferencja Ambasadorów z 1923 roku). Jeszcze jedna kwestia - prywatnie jestem autorem pracy magisterskiej dotyczącej OUN i UPA i mogę wam udowodnić, że liczba członków OUN w przededniu wojny wynosiła 8-9 tysięcy (sympatyków było kilka razy więcej). Owszem, mieli bardzo dobrze zbudowaną siatkę organizacyjną, ale nie mieli wielkiego społecznego poparcia. Nie da się oczywiście zaprzeczyć, że wybuch wojny wzbudził antypolskiej nastroje, ale jak bawimy się już w wróżbitów, to jestem pewnien, że gdyby polityka narodowościowa wobec mniejszości ukraińskiej miała mniej radykalny charakter oraz nie doszło do wybuchu II wojny światowej, wtedy Kresy byłyby do utrzymania. Sytuacje na Ukrainie tak naprawdę cały czas rozgrzewały dziwne próby pełnej asymilacji Ukraińców z Polakami, które przybrały na mocy kiedy wpływ na politykę zagraniczną zaczęli mieć endecy (piszę to z przykrością, ale to fakt). Polska popełniła katastrofalny błąd - walczyła z ukraińską edukacją i systemem szkolnictwa. I takim oto sposobem młodzi Ukraińcy dorastali w atmosferze walki o autonomie kulturalną, co doprowadziło do ich aktywizacji w rozmaitych organizacjach młodzieżowych, a ostatecznie do zjednoczenia ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego pod sztandarem OUN w 1929 roku. Reasumując mój wywód - wojna nie wybucha, prowadzimy przemyślaną politykę narodowościową i Kresy byłyby nasze.
Poza tym popełniasz klasyczny błąd - wojna nie wybuchnie (jakim cudem?Hitler patrzy biernie jak III Rzesza bankrutuje?),ZSRS siedzi na dupie i nic nie robi,szczególnie wobec Ukrainy (bez Ukrainy Rosja nigdy nie była i nie będzie imperium)...no proszę cię
Słowacja to praktycznie protektorat III Rzeszy,Tiso bez pozwolenia Hitlera nawet nie pierdnął...poza tym z Zaolziem względem Czech wcale nie byliśmy lepsiMarco_Van_Basten pisze:Nie chciałbym się czepiać, ale nawet ludzie którzy uważają się za świadomych obywateli w sferze historycznej, nie wiedzą że w 1939 roku byliśmy atakowani z trzech stron. Nie napiszę wam kto atakował i z której strony, bo byłoby to zbyt banalne. Tak to sobie poszukacie informacji i poszerzycie swoją wiedzę.



