Po bardzo dobrym otwarciu serii przyszła kolej na średni odcinek. Na plus Mos Def, asystentka Masuki (scena ze wzrokiem Vince'a wlepionym w jej tyłek totalnie mnie zmiażdżyła) i "daddy's box" Harrisona. Liczyłem na więcej ze strony nowych czarnych charakterów, ale w tym odcinku byli zdecydowanie zepchnięci na dalszy plan. Jedynie młody Hanks był częściej na ekranie i trzeba przyznać, że pasuje do niego rola psychopaty. Zmiany w życiu Debry jakoś do mnie nie przemówiły, ale zapewne pociągną za sobą kolejne wydarzenia. Może Quinn wykorzysta swoją wiedzę o Dexterze. Głupio by było, gdyby całkowicie pominęli ten wątek, tak samo jak wizyty Dextera w domu Trójkowego jeszcze z czwartego sezonu.
Czekam na więcej.



