Pamiętny półfinał LM gdzie Juve prowadzać 2:0 dało sobie strzelić 3 gole i odpadło. To były mecze, przyznam szczerze, że wtedy człowiek przeżywał każde spotkanie, a jak zbliżała się końcówka to żałował, że następny mecz LM dopiero za 2 tygodnie.Morrow pisze:bartbuks będąc za Juventusem trudno żebyś mógł być za United. Na przestrzeni wieków, po słynnym dwumeczu w LM, w Europie to Juventus był uznawany za naszego największego przeciwnika. Pamiętam, że nawet w tv leciały reklamówki Pepsi gdzie rywalizowali piłkarze MU i Juventusu.
Przyznam szczerze, że np pod koniec lat 90tych oglądałem bardzo dużo meczów Barcy, ale tylko dlatego, że podziwiałem fenomenalnego Luisa Enrique. Pamiętam też, że w świat poszła po jakimś czasie plotka o jego zamiarze przenosin się do Turynu. Nie wiem ile w tym było prawdy, ale żyłem tym przez kilkanaście dni. Niestety rozczarowałem się.Morrow pisze:Inna sprawa ilu z tych kibiców zostanie z klubem ale właśnie, to, że ja kibicuję United, RealFan Realowi a Doktorek Atletico też było przecież czymś spowodowane.
W wielu klubach byli idole. Inter i Alvaro Recoba, który lewą nogą robił cuda. Wspomniany wcześniej Ganz, Weah w Milanie, Jardel w Porto, Elber w Bayernie, czy nawet szurnięty Mario Basler, który jak chciał, to mógł nakrywać czapką pół Europy. Edgar Davids - to był kot! Wszędzie było go pełno, odbierał, dryblował, dogrywał, strzelał... Ach, stare, piękne czasy...
Włoską piłkę dla mnie też zabiły ogromne pieniądze, które kluby zaczynały wydawać. Lazio, Parma, Roma. Strasznie mnie to irytowało, a finał PU Inter - Lazio napawał mnie obrzydzeniem. Dopiero po jakimś czasie człowiek zdał sobie sprawę, że futbol to nie tylko sport, ale też ogromny interes!



