Ten odcinek to cienizna jak dla mnie. Zgadzam się z Daaaamianem, że naciągane to wszystko było. Dexter, któremu jak można się było spodziewać farba pocieknie z nosa i zrobi się słabo w kluczowym momencie. Travis jako czarny charakter zupełnie do mnie nie przemawia, przewidywalny, anemiczny, dobiera sobie współpracowników na podstawie 30 sek filmiku z YT. Litości. Motyw kazirodczy paskudny, aktorzy dają radę bo serialowy Dexter i Deb są małżeństwem po rozwodzie ale po co to. Nie przemawia do mnie ten sezon, nadal to czołówka ale nie trafia to do mnie.
Na plus za to wspomniany motyw z Louisem, to może być punkt zaczepny pod następny sezon. Sam Louis wydaje mi się dużo ciekawszą postacią od Travisa.



