Rozmowa o faworyzowaniu jakiś poglądów na Przystanku Woodstock nie ma najmniejszego sensu. Kto był ten wie, że to miejsce bezgranicznej tolerancji, gdzie łysy oi! pije wino z hipisem a raper z metalem. Podczas spotkań z politykami tłum nie zadaje pytań typu 'czego jeszcze wspaniałego można się spodziewać po waszej cudownej partii i jaką nagrodą pieniężną podstanie PZPN za wsapaniałe EURO?' Nie, nie, nie. Ludzie walą prosto z mostu 'Czemu przejebalismy Ojro i czemu tak ch*jowo rządzicie?' Ci ludzie nie przychodzą tam by stać na piedestale i głosić swoje hasła polityczne. Oni tam przychodzą się bronić przed głosem młodzieży i choć wszystko zachowane jest w stuprocentowych granicach kultury i wzajemnego szacunku, to nieraz zaproszony gość narobił sobie sporo kału pod butami.
Powiedzmy że Owsiak postanowi udowodnić coś takim obywatelom jak Kamil i zaprosi Kaczyńskiego. Ten nie poradzi sobie z jakimś pytanie, walnie coś głupiego bądź tym bardziej niestosownego, skompromituje się (co niektórym się w różnych stopniach udało) i zrobi się afera, że Owsiak go zaprosił zeby go ośmieszyć. Druga sprawa, że PiSowcy to przecież wielcy zwolennicy telewizji Trwam, która wielokrotnie Woodstock bezpodstawnie oskarżała. Po co ma zapraszać wrogów? Myślisz że Evra zaprosiłby na melanż Suareza, czy raczej Hernandeza z Andersonem ?



