Martinez piłkarzem Bayernu na 99%. Jest jeden problem, który jest tym jednym procentem.
Mianowicie: w Hiszpanii są takie zasady, że piłkarz może się sam wykupić z kontraktu poprzez zapłacenie klauzuli. Wtedy musi tą kwotę zdeponować na koncie federacji a oni przelewają to do klubu. Jednak, jeżeli kluby się dogadają co do sumy odstępnego, to nie trzeba wykupywać swojego kontraktu.
W przypadku Martineza wygląda to tak, że Bilbao nie chce go puścić, więc musiałby zdeponować on sam kwotę 40 mln na koncie federacji. Piłkarz nie ma takiej kwoty. W razie jakby mu się na konto przelało te pieniądze - trzeba zapłacić 8 mln podatku (kwota już po obliczeniu wg stawki podatkowej). A 8 baniek piechotą nie chodzi. I w tym problem, żeby przekonać Bilbao, żeby zaakceptowało ofertę 40 mln, żeby piłkarz nie musiał sam wykupować swojego kontraktu. Tak się składa, że obecny prezes Athleticu, Josu Urrutia, był podopiecznym Heynckesa, kiedy ten był trenerem Bilbao. I akurat udało się skłonić działaczy Bilbao do ponownego podjęcia rozmów, gdyż odejście piłkarza jest nieuniknione.
Jeżeli chodzi o kontrakt, to Martinez sam, z własnej, nieprzymuszonej, woli, zaproponował, że jest w stanie zrezygnować z 2 mln rocznie, żeby tylko móc dołączyć do Bayernu.


