Re: MUFC - LFC (13.01.2013)

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2053

Re: MUFC - LFC (13.01.2013)

Post autor: Morrow » 13 sty 2013, 16:50

Dopisujemy 3 punkty po meczu z odwiecznym rywalem i trudno narzekać. Przez większość meczu graliśmy swoje i kontrolowaliśmy spotkanie, w końcówce trochę się obsraliśmy i niepotrzebnie zrobiło się nerwowo. Kolejny świetny występ Evry, naprawdę bardzo dobry sezon gra Francuz. Sturridge może dać bardzo dużo LFC, po jego wejściu wreszcie zaczęli stwarzać zagrożenie pod naszą bramką. Z Suarezem może stworzyć świetny duet. Carrick tradycyjnie znakomite zawody.

Po pierwszej połowie powinniśmy prowadzić wyżej ale dzisiaj brakowało skuteczności. Po 2:0 wydawało się, że jest po meczu ale zawiodła koncentracja. Zawalił Rafael ale De Gea IMO też powinien zachować się lepiej, bliźniacza bramka w jego wykonaniu do tej puszczonej w meczu ze Srokami. W drugiej połowie już było słabiej, Liverpool troszkę się otworzył i ta bramka nieco ich uskrzydliła ale i my zaczęliśmy grać gorzej. Van Persie niewidoczny ale też nie dostawał piłek. Bodaj 9 gol w 9 kolejnym meczu i 6 gol w jego 7 kolejnym meczu z Liverpoolem. Imponująca seria ale dziś powinien mieć więcej niż 1 gola na koncie. Mam nadzieję, że z Youngiem nic poważnego, ostatnio był w dobrej formie. Widać bardzo, że Valencia jest pod formą, zupełnie nie ogarnia Ekwadorczyk, też czekam na powrót Naniego, oby był w lepszej formie niż przed urazem bo cholernie brakuje nam teraz dobrego prawoskrzydłowego. Mam też nadzieję, że zmiana Vidicia, grającego swoją drogą bardzo dobre zawody, podyktowana była tylko oszczędzaniem go a nie tym, że znowu nam wypada. Nie podobała mi się za to zmiana Jonesa za Kagawę. Nam trzeba było kogoś kto by przytrzymał piłkę, pozwolił na większą kontrolę nad wydarzeniami na boisku, Phil już kolejny raz wchodzi asekurować tyły i kolejny raz nic nie wnosi do gry. To co martwi, to to, że w końcówce wyglądaliśmy słabo fizycznie. Po tej krótkiej przerwie może brakować rytmu meczowego ale mimo wszystko sam fakt tego, że niektórzy oddychali rękawami w końcówce trochę niepokoi.

Końcówka trochę zaciemniła obraz gry bo wcześniej Liverpoolu nie było. Nawet jak się cofnęliśmy i mieli więcej miejsca to w ich grze nie było jakiegoś większego polotu i jak zauważono De Gea nie miał nawet jak się wykazać a jak już kotłowało się pod naszą bramką to głównie za sprawą chaosu. Różnicę w zasadzie zrobił tylko wspomniany Sturridge, dla którego Anfield może okazać się wybawieniem. Mógł dać LFC nawet remis ale to i tak nie zmienia faktu, że byliśmy dzisiaj zespołem lepszym. Po ostatnich dobrych meczach spodziewałem się po nich znacznie więcej.

A i na koniec Webb. Jak znam życie to gdyby skończyło się 2:1 dla nas i to Rio złożyłby Suareza albo zanurkowałby Young zamiast Downinga a kartkę wyłapał Johnson to mielibyśmy kolejne komentarze o 12 zawodniku MU i zdjęcia Howarda w koszulce United a tak to rozejdzie się po kościach. Jak tam kiedyś coś gwizdnie na naszą korzyść to i tak znowu będą komentarze o doborze sędziów przez Fergusona i teksty jak to nas foruje Webb.

To teraz kibicujemy Arsenalowi :)

Wróć do „Wracając Do Meritum”