==================
Poniższy felieton ukazał się na stronie ESPN 13 lutego 2013 i jest autorstwa Sama Limberta (@SamsMatchReport); kibica Arsenalu od urodzenia i aktywnego blogera. Jego artykuły gościnnie ukazują się na onlinegooner oraz na ESPN.
Powraca Liga Mistrzów. Arsenal już niedługo gościć będzie Bayern Monachium w 1/8 finału tego turnieju. Im bliżej meczu, tym większe nerwy spowodowane ograniczonym polem manewru w defensywie. Im bliżej jednak tego meczu, tym mocniej staram się przekonać siebie samego, że sklecona "na szybko" defensywa wcale nie musi zwiastować takiej katastrofy, na jaką się zanosi.
Mecz z Sunderlandem zasugerował, że drużyna może zaadaptować się do nieoczekiwanych kontuzji i zawieszeń. Jednak ten mecz był daleki pokazowi, który zaowocował wygraną Arsenalu nad Realem Madryt w 2006 roku na Bernabeu. Jeśli Arsenal pozostanie bez Vermaelena i Koscielnego na mecz z Bayernem Monachium, podopiecznym Wengera bardzo przydałby się duch defensywy z 2006 roku.
Arsenal pojechał na Bernabeu zmierzyć się z faworytem, Realem Madryt. Wenger nie miał dostępnych podstawowych obrońców, takich jak Lauren, Ashley Cole, Sol Campbell czy Gael Clichy. Zamiast tego, musiał wezwać młodych, niedoświadczonych zawodników: Emmanuela Eboue i Phillipe'a Senderosa. Jedynym podstawowym obrońcą w składzie był Kolo Toure, gdyż na lewej obronie grał defensywny pomocnik, Mathieu Flamini.
Arsenalowi nie szło dobrze w lidze, ale Wenger zastosował tego wieczoru formację 4-5-1, by defensywa dostała odpowiednią ochronę ze środka pola. Po tym, jak Arsenal wygrał 1-0 na wyjeździe, Kanonierzy nie dopuścili do strzelenia bramki przez jakąkolwiek drużynę aż do ostatniego kwadransa spotkania finałowego w Paryżu. Ta obrona, która była skazywana na pożarcie, dojechała aż do finału, po raz pierwszy w historii klubu.
Tacy zawodnicy, jak Ronaldo, Raul, Zidane, Beckham, Nedved, Ibrahimovic, Trezeguet czy Riquelme nie mogli sobie poradzić z obrońcami Kanonierów.
Ten wynik oczywiście nie powinien nikomu sugerować, że należy wystawiać zawodników na swoich nienaturalnych pozycjach. Ta sytuacja była jednak dowodem na to, że czasem w momentach dużych problemów drużyna potrafi się zjednoczyć jeszcze bardziej. Czyste konta były wynikiem pracy drużyny, która włożyła ogromny trud w niedopuszczenie do strzelenia bramki i to może być kluczem do sukcesu z Realem Madryt.
Podczas gdy wszyscy skoncentrowani byli na obronie Arsenalu w tym sezonie Ligi Mistrzów, cała drużyna miała ogromny wkład w niespodziewane wygrane w Europie. Gilberto był świetną niewidzialną ścianą w środku pola, młodziutki Cesc Fabregas sterował atakami Arsenalu, a Freddie Ljungberg grał za Thierrym Henrym. Pomimo tego, że Thierry był najlepszy jako jeden z dwóch napastników, był świetną opcją na ściągnięcie presji z obrony.
Jeśli Arsenal będzie w podobnej pozycji w czasie kilku następnych meczów, cała drużyna będzie musiała grać świetnie w obronie. Olivier Giroud nie jest zawodnikiem klasy Henry'ego. Jednak warto zauważyć, że bardzo poprawił się w aspekcie przytrzymywania piłki i wciągania innych zawodników w grę. Obecnej drużynie brakuje kogoś takiego, jak Gilberto, co oznacza, że Mikel Arteta będzie miał niesamowicie trudną rolę do odegrania. Jego głównym celem będzie nie dopuszczenie ataków Bayernu na obronę Arsenalu.
Ciężko mi racjonalnie wyjaśnić, w jaki sposób Lehmann do spółki z Eboue, Toure, Senderosem i Flaminim byli w stanie zatrzymać Real Madryt, Juventus i Villarreal. Było wiele momentów, które były najzwyczajnym w świecie fartem, to prawda. Ale cała drużyna włożyła ogromny wysiłek w ten sukces i była niesamowicie bliska przywiezienia najbardziej prestiżowego pucharu klubowego w Europie do domu, na Highbury.
Jesteśmy zawiedzeni faktem, że Wenger nie dokupił więcej zawodników w styczniu i pozornie zostawił klub w takiej sytuacji, że formacja defensywna trzyma się na ostatnich nogach. Ale pamiętajmy o wyczynie obrony z 2006 roku, która w podobnych okolicznościach ustanowiła rekord najdłuższej ilość i minut bez straty bramki w Lidze Mistrzów.



