Nie tak bardzo jeszcze jak galaktyczna Liga Mistrzów, wice mistrzów, wice-wice mistrzów i wice-wice-wice mistrzów albo jak międzygwiezdne derby wszechHiszpanii i jej wszystkich kolonii ale faktycznie globalizacja to w tym momencie największy wróg dopingu na stadionach. Może zaraz po cenach biletów, które co prawda są jej pokłasiem ale jak pokazuje przykład Bundesligi mozna do pewnego stopnia to pogodzić. Zobaczymy jak Niemcy poradza sobie z tym problemem jak ich liga rzeczywiście zajmie w świecie miejsce Premier League i kitajce po nocach będą wyczekiwać aby pooglądać mecz Borussia - Schalke albo organizować wycieczki, których jednym z punktów kulminacyjnych będzie mecz Bayernu Monachium.bartbuks pisze:
A jeśli faktycznie tak jest (a jest, bo doping na meczach PL jest cienki), to tylko świadczy o tym jak komercyjny stał się futbol na Wyspach.
Pisząc kitajce miałem na mysli wszystkich turystów... też tych z Polski.
pfff... w latach 70-tych, 80-tych i wczesnych 90-tych, jak po tureckich stadionach pastuchy kozy wypasali Anglia, obok Holandii być może, miała najlepszy doping na świecie na stadionach. Potrzebna jest swego rodzaju rewolucja, zwrócenie klubów w ręce kibicowskich stowarzyszeń i organizacji i przede wszystkim racjonalizacja cen biletów i w przeciągu 2-3 sezonów wszystko wróci do normy.bartbuks pisze: Pewne jest to, że nigdy nie będzie tam jak w Grecji, czy Turcji, gdzie na pustym stadionie Galatasaray jest głośniej niż na wypełnionym stadionie Premier League.
A póki co chcecie usłyszeć dobry doping na poziomie Premier League? Włączcie sobie dobry dzień Stoke na Britannia Stadium.



