Dr.Football1 pisze: Wasze najprzyjemniejsze wspomnienia zwiazane z futbolem ?
Sierpień 2003 (kur... juz 10 lat). Pierwszy raz na Anfield, dreszcze na ciele całe 2h, wypieki na twarzy i banan na ryju. Mecz z Leicester gole Owena i Heskeya dały wygraną ale najbardziej z tego meczu pamiętam Marcusa Benta. Swietny piłkarz (wydawało mi sie wtedy) po meczu mało co się nie pobiłem z kumplem bo w alkoholowym rauszu wykrzykiwałem, ze powinnismy oddac im to drewno Heskeya i wziąć w zamian Benta hehe. Stare czasy. Pamiętam tez, ze takiej ilość czarnego bydła jakie przyjechało za Leicester (wiekszośc i tak nie weszła na stadion na szczęscie) to nigdy przedtem ani nigdy potem juz nie widziałem.
Przyjemnie wspominam finał Pucharu Anglii z 2006, bo chociąz nie udało mi sie kupic biletu pod stadionem i zobaczyc na żywo, to kompletnym przypadkiem trafiłem do pubu, w którym siedzieli kibice.... Millwall i takiego wsparcia jakie Liverpool dostał wtedy od nich to podejrzewam, ze w wielu miejscach wypełnionych kibicami LFC nie było hehe. Jedyny minus sytuacji był taki, że przyśpiewki jakie intonowali to te jadące z West Hamem jak burymi suką. Strasznie pozytywni ludzie, kompedium wiedzy nt piłkarskiego Londynu.. Tylko utwierdzili mnie w przekonaniu, że stolica WB to najbardziej popierniczone kibicowsko miasto w Europie. Mecz musiałem sobie potem obejrzeć z powtórek ale i tak było warto.
I może coś świeżego z 2012 wywalczenie przez Śląsk mistrzostwa sławna parada na rynku, po której wiekszośc składu została zawieszona. Beka z budowniczego sukcesu Pietrasiaka i kompletnie powalona impreza u znajomej w mieszkaniu.
Kibic Śląska ze mnie żaden ale po tym roku moge z całą stanowczościa stwierdzic, ze stałem sie ich zagorzałym sympatykiem i stałym bywalcem stadionu.
Filmików nie wrzucam, bo mecze były dla mnie w tych sytuacjach sprawą drugo, a nawet trzeciorzędną.
E:
Dodam jeszcze, gdyby kogos dziwiło co kibice Millwall robili w Cardiff, że ekipa w liczbie grubo ponad 20 chłopa przyjechała z podobnym zamiarem do mojego. Z tym, że ja chciałem dostac od koników bilet gdzieś na sektor kibiców LFC, a oni wejśc na stadion na sektory West Ham i zrobić tam borute. tak przynajmniej deklarowali hehe. Na szczescie nie udało im sie i mogliśmy wspólnie jechac West Ham od najgorszych przy dobrym lagerze W ogóle podziwiam gości którzy jada w ciemno bez biletu pod stadion na arcywazne mecze i jakoś w sumie nie tak duzym kosztem udaje im sie dostac do środka. Ja tak próbowałem 4 razy i za każdym kończyło sie to przepiciem forsy na bilet w jakimś pobliskim pubie.
Przypomniało mi sie przy okazji jak wybrałem sie do Manchesteru na mecz z United bez biletu właśnie i juz po meczu chciałem dostac sie na pociąg, zaczelismy krązyc po Manchesterze bo kumplowi szkoda było kase na taksówke. Tak nas jakis miejscowy dziadek prowadził ze zaszlismy do dzielnicy porozlepianej takimi kolorowymi flagami i proporczykami. Zrozumiałem wtedy skąd się wzieła nazwa Geychester.



