Zgadzam się. Nawet powiem, że jestem wyjątkowo spokojny przed tym finałem. Inaczej przygotowałem się mentalnie do tego spotkaniaMichał M pisze:Ebi, rozumiem, ze jesteś sceptykiem, ale pisanie w trybie przypuszczajacym o tak oczywistej sprawie to juz lekka przesadaEbi pisze:ominie go Mundial w Brazylii (o ile Niemcy się zakwalifikują).sorry za lekki offtop.
Żeby zupełnie nie zejść z wątku - wyglada na to, ze wszystkie znaki na niebie i poza nim wskazują na zwycięstwo Dortmundu. Cóż, jak to powiedział Olli Kahn "nie ma nic piekniejszego jak cały stadion jest przeciwko Tobie"
Rok temu po finale naszła mnie refleksja - po meczu poszliśmy jeszcze na 2 piwa do innego lokalu, a tam grono ludzi w moim wieku, którzy kompletnie w nosie mieli to, że dziś odbył się jakiś mecz. Można żyć? Można. Stwierdziłem, że nie jest to warte zdrowia i nerwów, a dodatkowo teraz jestem wręcz przekonany o triumfie BVB i nie obiecuję sobie nic po Bayernie, który jest aż nadto rozbawiony po różnej maści fetach.
Pamiętam jak cały tydzień nie mogłem się doczekać na finał, nie mogłem na niczym skupić myśli, sam weekend to już koszmar - w piątek zasnąłem nad ranem, w sobotę zjarałem dwie paczki fajek i zjadłem tylko kawałek pizzy - taki byłem "chory". Teraz chyba "coś" się skończyło, ewentulny triumf FCB będzie miłym zaskoczeniem i dodatkiem aniżeli wyczekiwanym przeze mnie sukcesem.
Uwierzcie mi, że jeśli jakiś klub ma przegrać 3 finały w 4 lata to będzie to ekipa, której ja kibicuję (celowo nie piszę Bayern), bo ze mnie taki życiowy szczęściach, że nigdy nic nie idzie po mojej myśli. Jak umrę to zaczną znów wygrywać (i pozostałe dziedziny życia, którymi się interesuję, osoby którym kibicuję, wspieram itp też się odmieni)



