Zawdi gdzie Ty mieszkasz? Ja mieszkam na wrzosach i w zasadzie jest loos ale jest Pogotowie Opiekuńcze i ludzie z "poprawczaka" czasem wychodzą na łupy. Wtedy natrafiają na żuli z jednego bądź drugiego osiedla o i zaczyna się nawalanka.zawdi pisze:dresami gardze. mieszkam na dzielnicy gdzie czesto wpada policja prewencyjnie zanotowac ich nazwiska. jest ich duzo. klebia sie 50 metrow od mojego jkiejsca zamieszkania. czesc znam z dziecinstwa, czesci mowie czesc. mimo to uwazam ich za najgorsze co spotkalo polske. nic nie robia tylko pija, jaraja, kradna, niszcza i bija. mnie nie tkna, bo sie znamy w koncu.
mieszkam niedaleko pewnego LO. kiedys drsy z osiedla ustawili sie przed wyjsciem i kazdego kto wychodzil ze szkoly kroilui z komy. zenada. bylo ich wtedy z 10, a skroili okolo 30 osob. calkiem niezly lup. scierwa.
nienawidze takich ludzi. osobiscie w calym zyciu zostalem skrojony z 15 zeta i 2 komorek. od momentu jak nosze ze soba gaz to ani razu. 3 razy juz z niego korzystalem. w sumie ani razu nie dostalem po twarzy, a 3 trazy sam wpier... dresom.
jak znajdziesz sie w takiej sytuacji to nie jest ciekawie. z reguly poluja calym stadem. najlepsze wyjscie to uciekac, ale czasami sie nie da. wtedy oceniasz szanse swoje na zwyciestwo, ktore z reguly sa bliskie 0. jak jest was 2, a ich 3 to jeszcze. nie moze przypadac qwiecej niz 1,5 dresa na glowe. jeszcze zalezy jakiego dresa, bo jak sie trafi na szeroka na metr swinie to trudno mowic o szansach. jak mowie najlepiej uciekac. uciekac lepiej jak sie jest samemu, bo jak jest was 2 czy wiecej to ciezko sie zgrac i zawsze ktos zostanie, a to jest niemile. teraz jak nosze ze soba gaz nie obawiam sie juz do 3 dresow. tyrzeba tylko byc zdecydowanym i nie pekac. gazem po oczach i szpula.
Mnie osobiście nigdy nie skroili z komy czy kasy, ale nie daję do tego powodów. Jestem ostrożny. Raz mi zwinęli rower. Zszedłem do sklepu po schodach a roweru nie zapiąłem. Okazało się, że na przystanku stały dwie (jak się później okazało) prostytutki, które tylko czekały na taką okazję. Wychodzę ze sklepu a tu.......nie ma bike'a. Zonk, patrze a tam jedna posuwa moją własnością. A, że byłem z sis to wziąłem jej rower i za nią. Dopadłem ją jakieś 300 m od miejsca uprowadzenia roweru. Podjeżdżam i mówię( miałem wtedy 9 lat): " Oddawaj mój rower!" A ona mi w pysk z płaskiego i słowo wyp... (sorry). przekazała rower jakiemuś kolesiowi, a ten w długą. To ja popędziłem po ojca do domu (zajęło mi to ok. 5 min) i z nim na kolesia. W tym czasie siostra spotkała znajomego rodziców, ten ją wziął pod wskazane miejsce i zgarnęli kolesia. My podjeżdżamy, a tam jest rower
P.S. Wiem, że troche nie na temat, ale chciałem się podzielic przeżyciami.


