Re: Instytucja małżeństwa

Awatar użytkownika
Kluchman
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 18261
Rejestracja: 30 kwie 2006, 19:06
Reputacja: 2266
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Instytucja małżeństwa

Post autor: Kluchman » 06 sie 2013, 1:00

Nie wiem, czy jest sens naprawdę odkopywać ten temat, bo tutaj może dojść do ostrej wymiany. Po bardzo pobieżnym przejrzeniu tego, co działo się tu przed laty, moje obawy tylko się potwierdziły. Jest to kwestia, co do której ludzie mają wyrobione zdanie i wykazuje ono wyjątkowo niewielką elastyczność pod wpływem przeciwnych opinii.

Na wstępie może zaznaczę, że generalnie małżeństwa są dobre z punktu widzenia całości społeczeństwa i zapewne właśnie dlatego powstały. Jako wymóg cywilizacyjny. Dają większą pewność co do jakości warunków rozwojowych dzieci i ich przeżywalności, bo po sformalizowaniu związku zwykle trwa on przez jakiś czas, a również jego rozwiązanie wiąże się z pewnymi niedogodnościami, w tym finansowymi, psychicznymi i społecznymi. Zapewniają też większe wymieszanie genów, a zatem wyższą odporność gatunku np. na pandemie. Wymóg wierności, choć nie zawsze respektowany, generalnie prowadzi do tego, że kobiet w przybliżeniu starczy dla każdego mężczyzny. W innym wypadku wielu z nich nie miałoby dostępu do kobiet poza gwałtem, jak za dawnych czasów oraz jak u wielu gatunków zwierząt. Silny samiec alfa ma dostęp do wielu kobiet. Ci słabi są postrzegani jako nieatrakcyjni przez potencjalne partnerki i mają mniej potomstwa lub nie mają go wcale. Byłoby coś w stylu zasady Pareto. 20% najatrakcyjniejszych mężczyzn (niekoniecznie chodzi tu o atrakcyjność fizyczną) miałaby 80% kobiet. Małżeństwa są także korzystne dla kobiet, bo gwarantują nie tylko ich potomstwu, ale także im samym względną stabilizację i tak zwane "poczucie bezpieczeństwa", do których naturalnie dążą. Dodało się do tego trochę bajeczek związanych z panem bogiem i małżeństwa po prostu musiały zostać ustanowione w prawie.

Mnie jednak bardziej interesuje punkt widzenia jednostki i tutaj w swoim egoizmie wykazuję niechęć do małżeństwa i obecnie spodziewam się, że mogę takiego nigdy nie zawrzeć. Przynajmniej na razie nie będę tego poglądu uzasadniał, bo wymagałoby to dość poważnego rozwinięcia i prawdopodobnie prowadziłoby do bezcelowej dyskusji, na którą nie mam ochoty, o czym wspomniałem w pierwszym akapicie. Sporą część z moich argumentów (choć nie wszystkie) z tego, co widzę, podali lata temu Chlopaczek i Agnieszka.

Wróć do „Hyde Park”