Re: Forumowicz od A do Z (gotowe alfabety)

Awatar użytkownika
futbolowa
Czerwona Diablica
Posty: 14055
Rejestracja: 10 kwie 2005, 11:26
Reputacja: 2025
Kibicuję: RKS Raków + ManUTD
Lokalizacja: Miasto Bandyckiej Miłości
Kontakt:

Re: Forumowicz od A do Z (gotowe alfabety)

Post autor: futbolowa » 09 sie 2013, 1:19

Pomyślałam, że skoro już tu jestem, to i ja chamsko wbiję się w temat i będę jedną z tych, co się rozwleka na swój własny temat [mając pewność, że większość i tak 90% z tych głupotek nie przeczyta]:

A jak Alkohol (i inne używki) – tak, tak, poszłam śladem większości, żeby na dzień dobry poruszyć ten jakże popularny temat. Zasadniczo nie piję. Jeśli się zdarzy, to średnio wypadają mi dwa piwa, litr wina i ćwiartka wódki na rok. Wstyd się przyznać, ale mam za sobą dość poważne uzależnienie od alkoholu i leków, które skończyło się u mnie zapaścią, leczeniem i niczym przyjemnym, tak generalnie. Dlatego teraz unikam, jak tylko mogę, a po ślubie zamierzam zrezygnować z tego całkowicie.

B jak Bloghttp://kreatywa.net to najważniejsze dla mnie miejsce w sieci. Zaczęłam je prowadzić, kiedy mój promotor od licencjatu zarzucił mi, że od ciągłego pisania o piłce wyrobiłam sobie zbyt felietonowy styl pisania i żebym zmieniła odbiorcę na inteligentniejszego ;) No to zaczęłam pisać o książkach i tak piszę już czwarty rok, a po drodze zanotowałam tak wiele pozytywnych zmian w swoim życiu, że nie wyobrażam sobie, kim byłabym teraz, gdybym kilka lat temu nie kliknęła „załóż blog”.

C jak Częstochowa – miejsce specyficzne, takie, w którym nie żyje się dobrze, ale od którego uwolnić się nie da. Bo tutaj jest cudowny żużel, dobra siatkówka i jako-taka piłka, mnóstwo przepięknych miejsc i wspomnienia, które nigdy z głowy nie ulecą. Smutno tu nieco i mało optymistycznie w kwestii perspektyw na przyszłość, ale dzisiaj i tak wszędzie jest dobrze, gdzie nas samych nie ma.

D jak Drugie Życie – 28 września 2010 roku miało mnie spotkać coś złego. Ale w ostatniej chwili zmieniłam trasę. Kilka sekund później w miejscu, w którym powinnam była być, pojawiły się dachujący wóz. A ja jestem cała i cieszę się, że jeszcze jakoś trwam.

E jak Edukacja – największy błąd mojego życia – pójście na studia. Pięć zmarnowanych lat na polonistyce, które wniosły do mojego życia tylko tyle, że nienawidzę łaciny, obrzydza mnie gramatyka historyczna i wiem, że nigdy nie zostanę nauczycielem.

F jak Fila Brasileiro – najdziwniejszy pies, z jakim miałam do czynienia w całym swoim życiu, to moja Dunga (kto zgadnie, komu zawdzięcza imię? ;)). Jest totalną histeryczką, psem z problemami psychicznymi i największą chamicą, jaką znam. Dajmy na to: wracam po dwóch tygodniach wakacji, wyciągam ramiona, witając ją w progu, a ta swoje rude cielsko przetacza pod nimi i biegnie tulić się do mojego narzeczonego. Zdrajca, a nie pies!

G jak Gra – w piłkę, oczywiście. Wychowywałam się wśród pięciu facetów, na wuefie zawsze zrywałam się do grających w piłę, a na osiedlu spędzałam czas z chłopakami – po to tylko, aby grać, grać i grać, a potem dostać propozycję gry w znakomitym klubie i… złapać kontuzję ścięgna Achillesa, ciągnącą się za mną wiele długich lat. Ja kariery nie zrobiłam, mój M. kariery nie zrobił (poważna operacja nogi), ale jeśli nasze dziecko odziedziczy w genach tę pasję i te futbolowe talenta, jestem spokojna o to, że będę miała kiedyś syna w Manchesterze United.

H jak Haruki Murakami– absolutnie wyjątkowy pisarz. Człowiek, który potrafi mnie przygnieść, powalić na łopatki, przenieść do innej rzeczywistości i pozostawić niesamowity niepokój w moim sercu. Niczyja proza nigdy tak na mnie nie działała, niczyja fantazja nigdy mnie tak nie ujmowała. Jest to pierwszy człowiek, którego chcę poznać bardziej niż Giggsa i Cantonę.

I jak Inga – cóż, myślę, że nie mogę tu nie wyróżnić mojej „przyjaciółki”, która podczas mej epickiej imprezy osiemnastkowej postanowiła przygruchać sobie mojego ówczesnego. Gdyby nie to, pewnie pół roku później nie poznałabym tego, z którym jestem do dziś ;)

J jak Jazda, i to ostra – ciągle się do mnie dowalają, że przekraczam prędkość… na rowerze. Nikt nie daje mi rady na dystansie, na wycieczkach rowerowych wiecznie dojeżdżam do celu pierwsza, a potem pół godziny czekam na innych. Pół życia bałam się zbliżać do roweru, po tym jak w wieku siedmiu lat się prawie na nim nie zabiłam, a dzisiaj tylko przebieram nogami i czekam na ten moment w ciągu dnia, w którym będę mogła wsiąść i odjechać w siną dal…

K jak Kacper – czyli najważniejsza osoba w moim świecie. Ma sześć lat, a w swoim życiu spędził w szpitalach/klinikach i na rehabilitacjach więcej czasu niż każdy z Was na piłkarskich stadionach. Marzę o tym, abym kiedykolwiek mogła przestać martwić się o jego padaczkę, makabrycznie słaby wzrok, toksoplazmozę i milion innych problemów. Chciałabym, aby normalnie funkcjonował w społeczeństwie i wykorzystywał to, jak bystrym dzieciakiem jest, mimo wszystkiego, co przygotował dla niego los.

L jak Literatura – kocham książki, nałogowo gromadzę książki, żyję z książek i wiem, że kiedyś będę je pisać. Pierwszą napisałam w wieku siedmiu lat, a dotyczyła ona – o zgrozo! – seksu. Kolejne będą rozsądniejsze – np. ukażę kulisy pracy w kinie. Wierzcie mi, jak to przeczytacie, już nigdy nie będziecie chcieli tam jeść. A czasem i bywać ;)

M jak Marcin – druga najważniejsza osoba w moim życiu. Nie będę się tu rozwodzić na temat trwającej siedem lat miłości czy na temat wad i zalet najbliższego mi człowieka. Po prostu wiem, że warto uwzględnić w takim miejscu tę jedyną na świecie osobę, która toleruje mnie taką, jaką jestem.

N jak Nowotworek-Potworek– tak nazywam jednego uciążliwa, który zagłębił się w moim organizmie dawno, dawno temu, a który od dwóch lat jest już daleko stąd i mam nadzieję, nigdy nie wróci :)

O jak Ożenek – tralalalala, już w sobotę przywdzieję biało-zielone barwy (ku chwale ukochanej drużyny żużlowej), drugi raz w życiu dam sobie nałożyć fluid na twarz i ruszę do USC, by zorientować się, że przytyłam i nie mogę włożyć obrączki na palec. Tfu, by podpisać papiery i ślubować temu jedynemu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a potem opuścić poważny urząd w takt… hymnu Ligi Mistrzów, przyszykowanego specjalnie na tę okazję.

P jak Progenia – kiedy rodzisz się z czymś takim, a jesteś dziewczynką, a nie chłopcem, z góry wiadomo, że czeka cię przewalone życie. Bo wszelka inność i brzydota wywołują u ludzi poruszenie i prowokują ich do tego, by na twoim tle się dowartościowywać, albo poprawiać sobie humor, rzucając maksymalnie chamskie, obrzydliwe i koszmarne teksty, na jakie stać ich ptasie móżdżki.

R jak Robert – zawsze wiedziałam, że jestem typową „córeczką tatusia” i zostało mi to do dziś. Wspólne oglądanie meczów, identyczne poczucie humoru, podobny poziom złośliwości, podobne schizy. Mój ojciec jest tym, za kim najbardziej tęsknię po wyprowadzce. Oglądanie meczów z moim milczącym partnerem to makabra. Tylko z ojcem mogę drzeć się do telewizora albo na stadionie i tylko z nim mogę wsiąść w samochód i objechać wszystkie wiochy wokół miasta, żeby znaleźć jakikolwiek mecz, nawet A-klasy, w nudne popołudnie.

S jak Strajki – jestem jednym z największych buntowników w historii mojej szkoły. Organizowałam strajki (również okupacyjne) przeciwko: bieganiu na kilometr podczas WFu, skakaniu przez kozła i skrzynię, graniu w koszykówkę, wypalaniu traw, sprzątaniu pokoi (na Zielonej Szkole), chodzeniu po górach (ta sama Zielona Szkoła w Rabce). Namawiałam przy tym dziewczyny do sztucznych omdleń, których – za kasę! – uczyłam w szkolnym kiblu. Oprócz tego, pisywałam do dyrekcji (przy asyście koleżanek, oczywiście) setki donosów na niewłaściwie zachowania nauczycieli. Włącznie ze skargami na wychowawczynię o to, że... regularnie usprawiedliwiała nam wagary :)

Ś jak Świekra – niemiła, bez poczucia humoru, kłamliwa, niesympatyczna i fałszywa. I pomyśleć, że przez sześć lat żyłam z nią w superzgodzie, a potem okazałam się złym człowiekiem, bo odmówiłam zamieszkania pod jej „nieziemskim” dachem i jeszcze śmiałam ukraść ukochanego synka.

T jak Tatuaże – póki co – mam dwa. Pierwszy sprezentowali mi rodzice na osiemnastkę, drugi sprawiłam sobie na fali miłości do Beatlesów. W planach mam jeszcze kilka (kota ze świata Murakamiego, lwa Włókniarza i Czerwonego Diabła). Czekam tylko na ślub, aż szanowna „teściowa” nie będzie mogła wyzywać do mojego M. jaką jestem kryminalistką, że się tatuuję (po ostatnim razie miałam miesięczny zakaz wstępu do ich domu :D) i jak to będzie wstyd mieć obok siebie Pannę Młodą z „wroną na dupie” i „gazetą na plecach”.

Obrazek

i

Obrazek

U jak United - to oczywiste, że musiało znaleźć się tu miejsce dla ukochanego Manchesteru United, który od 1995 roku nieprzerwanie gości w moim sercu. Ludzie mówią, że to proste kibicować tak dobrej drużynie, ale ja uważam, że wcale tak nie jest. Bo dziwnym trafem, ilekroć Manchester przegra, wiedzą o tym panie ze spożywczaka, koleżanki ze szkolnej ławy i niezainteresowani piłką kumple – wszyscy nagle znający się na temacie i przygadujący, jak to „te moje cieniasy dowaliły”. A jeszcze więcej od Czerwonych Diabłów wymaga moja rodzicielka, która już w czwartej minucie meczu komentuje stan 0:0 słowami: „no ale ci twoi słabi, szczelić nie potrafią” :| I to ma być proste kibicować tym, co zawsze „powinni wygrywać”?

W jak Włókniarz – nie lubię porównywania, czy kocham bardziej MU czy Włókniarz, ale faktem jest, że drużyna z mojego miasta jest moją małą obsesją. Jako że przez dwadzieścia dwa lata mieszkałam w sąsiedztwie stadionu żużlowego, spędzałam tam całe dnie – zawsze musiałam być obecna na sparingach, treningach, wyścigach młodzieżowców i meczach oczywiście. Za całe życie nie poszłam na jeden – zapalenie płuc okazało się nie do przejścia. Resztę życia dostosowuję do kalendarza żużlowego – jeśli pokrywa się z komunią kuzyna albo chrzcinami w rodzinie, potajemnie uciekamy z ojcem wcześniej. Ewentualnie kolejny raz jestem zmuszona udawać atak wyrostka robaczkowego.

Z jak Zakończenie – wtrąciłam się w ten wątek, żeby przedstawić siebie bliżej, chociaż wiem, że to wcale nie jest tak do końca konieczne, bo i tak dobrze mnie znacie. Mogłabym w tym miejscu podziękować Wam za to, że mimo wszystkiego, traktujecie mnie i inne kobiety na forum poważnie. Mam sporo niemiłych doświadczeń z innymi tego typu miejscami, gdzie z kobietami z zasady w dialog o sporcie się nie wchodzi i traktuje je maksymalnie protekcjonalnie. Piłka.pl to jedyne znane mi miejsce, do którego zawsze mogę wrócić i wiem, że będzie tu wesoło, mądrze i ciekawie. Nawet jeśli nabijacie się z głupot w sezonie ogórkowym i tak wiem, że wszyscy się tu nawzajem uwielbiacie :D

Wróć do „Gry Forumowe”