A więc tak. Zagraliśmy z Sesto 1/2 finału pucharu.
Urugwaj - Brazylia 1:2
Brazylia - Urugwaj 3:3
Co za mecze. Sesto ma jedną przypadłość. Potrafi przez jakiś czas nie stworzyć sytuacji, a potem w najmniej spodziewanym momencie wyjdzie z kontrą, zawinie obrońcę i sieknie w widły. Pierwszy mecz to popis mojej strzeleckiej indolencji. Stwarzałem sobie sytuacje, ale nie mogłem pokonać Muslery. Wreszcie Sesto wyrwał się i bach, 0:1. Udało mi się wygrać. I to był klucz do awansu.
Drugi mecz, to Sesto strzela, Sesto zdobywa gola. Gdy przy 2:2 w 83 minucie wywalczył rzut rożny, to sobie uświadomiłem, że jak strzeli, to awansuje, golami na wyjeździe. No i jak wrzucił, to strzelił... Na szczęście, jakimś cudem, w doliczonym czasie wtoczyłem po rykoszecie piłkę do bramki na 3:3 i wyrwałem Sesto awans z gardła.
Dziękuję mu za nasze mecze. Dramaturgia i poziom sportowy na najwyższym poziomie.



