Bogi--> tym kolarzem, który dwa lata temu upadł był Joseba Beloki a nie Mayo. Mayo w zeszłym roku przyjechał na Tour po wygraniu Dauphine, gdzie na jednym z etapów (czasówka pod Mount Ventoux) znkautował Armstronga, wygrywając z nim o prawie 2 minuty. Okazało się, że forma przyszła zbyt wcześnie i już na samym TdF Bask jechał beznadziejnie, wycofując się na jednym z górskich etapów. W tym roku jak już wcześniej pisałem przygotowywał się w inny sposób, więc nie wiadomo było czego się po nim spodziewać. Jak pokazał dzisiejszy etap Iban jest w katastrofalnej formie. Zresztą nie tylko on. Występ kolarzy o których mówiono jako o wielkich faworytach należy uznać za wielką klapę. Vino kompletnie zawiódł, o Ullrichu mam już wyrobione zdanie i jest ono takie, że Jan jest po prostu za słaby na wygranie z Armstrongiem. Aż żal na niego patrzeć. Występy Herasa czy Botero pozostawiam bez komentarza. Basso jednak słabszy w tym roku, co nie może dziwić w obliczu jego udziału w Giro. Rewelacyjnie pojechał ten Rasmussen. Obawiam się jednak, że nie wytrzyma jazdy z Armstrongiem do końca wyścigu i może się z nim stać to samo, co z Cadelem Evensem 3 lata temu na Giro (Evans notabene jedzie w peletonie Wielkiej Pętli i dzisiaj spisał się przyzwoicie). Wówczas jako zawodnik debiutujący w Wielkim Tourze jechał znakomicie, przed startem do ostatniego górskiego etapu przodował w generalce. Niestety zgubiła go jego ambicja - próbował cały czas jechać z liderami, na ostatnim podjeździe zamiast jechać swoim tempem wypruwał z siebie żyły, aby tylko utrzymać tempo prowadzących. Niestety jego organizm nie wytrzymał takiego obciążenia i na finałowym podjeździe stracił około 20 minut. Żal było patrzeć jak kibice muszą mu pomagać we wspinaczce, gdyż jechał jak pijany - zygzakami. Co ciekawe zarówno Duńczyk jak i Australijczyk zaczynali od kolarstwa górskiego. Oczywiście nie życzę Rasmussenowi takiego horroru, ale mam nadzieję, że będzie jechał z głową, tym bardziej, że w niedzielę brał udział w ucieczce od samego startu. Zaskoczyli mnie ci dwaj Hiszpanie. Valverde jedzie pierwszy raz Tour i spisuje sie rewelacyjnie, Mancebo też nadzwyczaj dobrze. Armstrong dzisiaj koncertowo rozegrał etap. Nie nadwerężał się zbytnio, chociaż jadący z nim kolarze nie mieli zbytniej ochoty dawać mu zmian. Pojechał bardzo mądrze, ale wydaje mi się, że nie czuł się najlepiej. Widać to było na jego twarzy. Niemniej jednak taka dyspozycja wystarczyła, żeby zmiażdżyć najgroźniejszą opozycję. Mam nadzieję, że rywale Lance'a nie załamią się po dzisiejszym etapie i jeszcze będą walczyć. Jutro etap alpejski, ale meta będzie na długim zjeździe.Bogi pisze:.Mayo, Mayo czy z niego będzie jeszcze rywal dla Armstronga ? Jakoś stracił po tym upadku 2 lata temu, a mało brakowało a wtedy sam Lance by doznał kontuzji, lub poprostu został wykluczony za skróty.
Oto mapka:

Pozdrawiam wszystkich fanów kolarstwa



