Nie ogarniam tego ciągłego pojazdu po Del Bosque. Hiszpanie są dominatorami jakich piłka od lat nie widziała, jako pierwsi w historii obronili mistrzostwo Europy i wreszcie zdobywają tytuły na miarę swojego potencjału kadrowego. Nawet jak popłyną w Brazylii (a raczej nie popłyną, najwyżej odpadną z jakimś poważnym rywalem po wyjściu z grupy) to wstydu nie będzie po tym co już zdołali wygrać. Wiecznie panować nie można choć IMO nadal są jednymi z głównych faworytów.
Rozumiałbym krytykę Sfinksa gdyby Hiszpanie nie osiągali sukcesów z taką kadrą ale właśnie on potrafi pogodzić te gwiazdeczki, ma swój trzon zespołu i jakby się nie czepiać to mu się sprawdza bo La Roja prawdopodobnie jest właśnie w swoim "złotym' okresie, o którym tam będzie się opowiadało dzieciom i wnukom. Zabawne też jest jak ciągle deprecjonuje się rolę Sfinksa i wmawia się, że sukcesy reprezentacyjne to tylko zasługa Aragonesa i Barcelony. Na szczycie jest znacznie trudniej się utrzymać niż go zdobyć a zwłaszcza kiedy klasę trzeba potwierdzać w tak morderczych turniejach jak ME i MŚ gdzie jeden gorszy dzień, jedno gorsze zagranie czy jeden błąd sędziego może zniszczyć cały wysiłek. Nawet te świetne Barcelony czy Bayerny nie potrafiły obronić LM. Hiszpanom jeden tytuł jako pierwszym w historii już się udało. Mimo, że gra Hiszpanów i w RPA i podczas Euro nie robiła na mnie wrażenia to trzeba im oddać, że wygrywali te turnieje jak prawdziwi mistrzowie - tak jakbym oglądał walki Kliczki albo Mayweathera z pretendentami. Ta formuła, jak każda inna, się w końcu wyczerpie ale nie ogarniam skąd ciągła krytyka Del Bosque za to, że wciąż powiela to co mu się ciągle sprawdza i pozwoliło zdominować reprezentacyjną piłkę w ostatnich latach.
Jasne, że można psioczyć na kadrę, że jedzie kilka nazwisk ewidentnie za staż (Torres, Villa) a zostają Llorente czy Negredo, którzy pokazali się z lepszej strony i zabraknie choćby takiego Gabiego, który ma za sobą fantastyczny sezonu a w dodatku w ostatnich tygodniach był jednym z lepszych graczy tego niesamowitego Atleti. Tyle, że Hiszpania ma taki potencjał w kadrze, że nawet jakby wystawiła drugą, ba trzecią, drużynę to i tak będzie na papierze prezentowała się jak jeden z faworytów do medali i lepiej niż większość konkurencji. Del Bosque stawia na sprawdzone wzorce, dołożył kilka nazwisk do sprawdzonej drużyny i liczy, że to zagra. Na Euro się udało, zobaczymy jak będzie w Brazylii ale ani trochę nie zdziwi mnie jak Hiszpanie znowu wrócą z medalem.
Za to zdziwiłbym się gdyby blachę z Brazylii przywieźli Holendrzy. Pewnie muszą wygrać grupę żeby uniknąć Brazylii w 1/8 a na to się nie zanosi. Tak czy siak już w 1/8 prawdopodobnie ktoś z dwójki Hiszpania/Holandia z tą Brazylią będzie musiał zagrać. W drużynie Van Gaala ewidentnie brakuje doświadczenia, wygląda na to, że za dużo tam zadaniowców a za mało ludzi, którzy mogą pociągnąć ten zespół bo jednak Van Persie, Sneijder i Robben to trochę za mało. Tu nawet jeśli chodzi o potencjalne objawienia turnieju zakres nazwisk jest ograniczony raptem do kilku nazwisk.Z drugiej strony Van Gaal to stary wyjadacz, może będzie umiał jakoś to poukładać. Jakbym miał się bawić we wróżkę to widzę dla Holendrów dwa warianty, albo klęska, odpadnięcie w grupie albo od razu po wyjściu z niej albo sukces tej mieszanki z Eredivisie i totalne rozkupienie Feyenordu i PSV po Mundialu.



