Oczywiście, że pierwsza bramka nie zabiła meczu. Brazylia posypała się po drugiej. Fernandinho potyka się o własne nogi, traci piłkę na 25 metrze, stoperzy są wgniatani w ziemię, a linia pomocy właściwie nie istnieje. Nie ma co im się dziwić. Cesar też jakimś wzmocnieniem nie był.
A Holandia i Argentyna może nie straciła liderów, ale jednak odeszły dwa ważne ogniwa - De Jong i Di Maria. Nawet jeśli w finale wystąpią, to ich forma może być wątpliwa. Niemcy problemu nie mają.



