Jest niemałym sukcesem, że udało mi się o takiej godzinie nie zasnąć na tym meczu dwóch szachistów.
Obie drużyny skupiły się tylko na odcięciu od gry największych asów rywali (z powodzeniem, za co należą się słowa uznania), na których ci rywale opierali całą swoją grę ofensywną na turnieju.
Trudno nawet o tym meczu coś dłuższego napisać (choć Morrow zapewne dałby radę). Obie drużyny chciały gola przede wszystkim nie stracić, obie zamurowały środek pola piłkarzami niezbyt kreatywnymi i obu karne wydawały się odpowiadać. Mogli zagrać je od razu zamiast tak wszystkich katować przez ponad dwie godziny.



